|
III
Edycja Rankingów : |
Moto-Turysta Roku 2006 * Krążownik Szos 2006
* 01.04.2006 - 01.10.2006 |
|

|
RELACJA Z MOTOCYKLOWEJ WYPRAWY
nr 063 / 2006 / ZLOTY |
|
|
Tytuł wyprawy / nazwa zlotu,
imprezy :
VI Międzynarodowy Rajd Katyński
24.08 - 11.09
2006
Przejechany dystans :
6700
kilometrów
- trasa rajdu
o długości 6000 tys. km,
- dodatkowo odległość z Bielska-Białej do Warszawy w obie strony ok.
700 km
Krążownik Szos :
Harley - Davidson V-ROD
Krążownik Szos
nr 127
Uczestnicy wyprawy :
|
|
Jurek
vel Juri - Bielsko-Biała
 |
Monika - pasażer
 |
|
Trasa wyprawy :

Nadesłana relacja nie
spełniła wymogów regulaminowych, związanych z zachowaniem terminów
zgłoszenia wyprawy.
(za wyprawę nie zostały przyznane punkty w rankingach)
|
|
|
|
Nasza przygoda
zaczyna się dzień wcześniej niż pozostałych uczestników, ponieważ
mamy jeszcze do pokonania trasę Bielsko-Biała – Warszawa, czyli
podróż zaczynamy w piątek. Pakowanie sprawia nam kłopot: nie chcą
się zmieścić nasze bagaże -hmm -dlaczego? Rezygnujemy wiec z jednego
śpiwora, co będzie później miało swoje konsekwencje, ale cóż... Uff
-udało się wyruszamy…
Muszę tutaj zwrócić uwagę, że jest to pierwsza
tak daleka podróż mojej pasażerki -jej najdłuższa wyprawa na
motorze, to tydzień wcześniej wyjazd na zlot do Karpacza. Jestem
pełen obaw czy jej podróż nie zakończy się w Warszawie, jej szybkim
powrotem do domu pociągiem, ale to na razie tylko moje
przypuszczenia. Myślę o tym pokonując dzielący nas dystans od domu
do stolicy...
Jak na złość pogoda nie rozpieszcza nas –zanosi się na istną
ulewę tak też się dzieje. Wjeżdżamy przemoczeni do punktu zbiorczego
w Starej Iwnicznej. Jest tutaj już duża liczba uczestników Rajdu
–dzielimy się na grupy. Komandor Rajdu -Wiktor Węgrzyn, ogłasza
komunikaty i cóż znów ulewa, to ta sama, która już raz nas
przemoczyła.
|
|
 |
Mamy pierwszy kłopot -nie mamy noclegu a tutaj wszystko przemoczone,
ale w rodzinie motocyklistów można przecież liczyć na pomoc.
Bezinteresownie zapraszają nas do swego domu Grażyna i Piotr –nie
jadą na rajd teraz, ale za rok.. Na pewno ich zobaczymy.
Garaż Grażyny i Piotra- nasza mokre ubrania i legenda. Tak właśnie
zaczęła się nasza przygoda -od spotkania z cudownymi i życzliwymi
ludźmi. |
|
26 sierpień maszyny gotowe-zaczynamy naszą przygodę od oficjalnego
rozpoczęcia Rajdu przed Grobem Nieznanego Żołnierza.
Mnie przypadła w udziale honorowa warta.
Liczymy motocykle jest nas ok. 45 chłopa + 7 maskotek rajdu. Nasze
kobietki, jak się później okaże, wykażą się większym hartem ducha
niż nie jeden z nas...
Uroczystości dobiegają końca wyruszamy do Sokółki miejscowości oddalonej
od Warszawy o 250 km.
Sokółka - Wilno, 402 km |
 |
|
Pogoda nadal nam nie dopisuje i jedziemy w deszczu. Jesteśmy witani
w Sokółce przez Burmistrza miasta i mieszkańców. Jedziemy na miejsce
noclegu i zaczynamy się poznawać… Tak, jak prawdziwi motocykliści
potrafią. |
|
 |
Bezproblemowo przekraczamy granicę polsko-litewską w Ogrodnikach
–bez kolejki przejściem dla VIP. Litwa wita nas słońcem.
Tuż po przekroczeniu granicy, tankujemy motocykle na pierwszej
napotkanej stacji
Jako ciekawostkę dla tych, którzy się dopiero na wschód wybierają
–powiem, zacznijcie sobie pisać ile się wam do baku mieści, bo tam
jest zwyczaj:
NAJPIERW PŁACISZ POTEM LEJESZ ! |
|
Biorąc pod uwagę wspomnianą
zasadę, możecie sobie tylko wyobrazić jak długo tankuje się
czterdzieści parę motorów... Z uwag praktycznych: zaopatrzcie się na
granicy w ich walutę, ponieważ nie funkcjonują tam karty płatnicze.
W drodze do Wilna jedziemy do miejscowości
Kopciowo, gdzie składamy wieniec na grobie Emilii Plater.
Zatrzymujemy się również w wiosce Koniuchy, gdzie 29.01.1944 roku,
została wymordowana Polska wieś przez partyzantów sowieckich.

Po
dotarciu do Wilna jedziemy na cmentarz Rossa- najstarszy w Europie.
Oficjalna data jego założenia to 1801r. |
|
Pochowani zostali tutaj
żołnierze 1919, 1920, 1939, i z 1944 roku. Pomiędzy nimi spoczywa
Maria Piłsudska, matka słynnego Marszałka. U jej stóp umieszczono
srebrną urnę z sercem Józefa Piłsudskiego.
W dalszej części cmentarza jest pochowany również jego brat –Adam i
pierwsza żona Marszałka Maria Piłsudska. |
 |
Pod Ostrą Bramę byliśmy konwojowani przez miejscową Policję.

Będąc w Wilnie nie mogliśmy nie jechać do miejscowości Ponary,
oddalonej od śródmieścia Wilna ok.10 km Pozwolę sobie o tym miejscu
więcej napisać, gdyż przez pół wieku prawda o tym, co tam się stało
była przemilczana. Szacuję się, że w Ponarach zamordowano parę
tysięcy Polaków. Należy w tym miejscu zaznaczyć, że mordowano
uczniów, wybitnych profesorów Uniwersytetu im. St.Batorego, i bardzo
wielu zwykłych Polaków mieszkańców Wilna.

Nasi rodacy ginęli z
rozkazów hitlerowców, ale wykonawcami byli litewscy ochotnicy -zwano
ich strzelcami ponarskimi. Polacy prowadzeni na śmierć przez
litewskich oprawców byli torturowani, a kobiety gwałcone. Oprawcy
mordując świetnie się bawili, pijąc alkohol i dręcząc ludzi
skazanych na śmierć. Zwożono ich tam koleją, a następnie prowadzono
przez las do wcześniej wykopanych dołów. Doły te miały kilkanaście
metrów średnicy i ok. 7 metrów głębokości.
Wilno - Dyneburg,
224 km
Na naszej drodze do Dynenburga znajduje się kościół Sorokpolski, w
którym został ochrzczony Wódz Narodu Marszałek Józef Piłsudski Po
wpisaniu się do pamiątkowej księgi wyruszamy do Zułowa, miejsca
narodzin i dzieciństwa Józefa Piłsudskiego.

Z dworu Marszałka pozostały
tylko fundamenty. 10 października 1937r, w miejscu kolebki
pierwszego Marszałka Odrodzonej Polski, który dał Polsce wolność,
granice, moc i szacunek, został posadzony dąb - symbol wieczności.
Uczynił to prezydent Ignacy Mościcki i Marszałkowa Aleksandra
Piłsudska.
|
|
 |
W
tym samym też dniu przekraczamy granicę litewsko - łotewską.
Zwyczajem rajdowym jest zawieszanie flag państw, po których
podróżujemy. Na początku ułatwiało nam to odnajdywanie siebie na
trasie, zawsze było wiadomo, że to „swój chłop” jedzie.
Naszym miejscem docelowym był Dyneburg, gdzie złożyliśmy wieniec na
grobie żołnierzy, którzy w 1920r. walczyli o niepodległość Łotwy.
|
|
Później zostaliśmy ugoszczeni przez naszych rodaków, a przecież
wiecie jak wygląda nasza POLSKA gościnność...
Dyneburg - Katyń,
530 km
Wjazd do
Rosji jest ciężkim wyzwaniem dla osób niecierpliwych. Można wręcz
powiedzieć, że jest to niemały wyczyn przebrnąć przez wypełnianie
tych wszystkich jakże ważnych druczków i świstków, które należy
zachować do kontroli przy opuszczaniu granicy rosyjskiej. Biegamy
więc od jednego do drugiego okienka -tam i z powrotem, czekamy aż
celnik jednym Paluszkiem wystuka coś tam na komputerze...

Tak mijają godziny w
strugach deszczu i zachodzącym dniu, a tu tyle drogi przed nami.
Na koniec dodam, że starzy wyjadacze rajdowi pocieszali nas, że i
tak szybko nas odprawili, bo trwało to TYLKO 9 GODZIN !
Do Smoleńska docieramy późną nocą w strugach deszczu, mając
po drodze płatną autostradę -czyli 50 km w błocie, glinie i
dziurach, które ciężko było ominąć…
Ale, że chłopaki twardzi byli, to wszyscy radę dali i bezpiecznie
dojechali do Smoleńska, gdzie spaliśmy sobie w Hotelu (tak to się
tam zwie), pilnowani przez rosyjską milicję.
Po tak wyczerpującej drodze, już tylko bardzo przyjemny wieczór z
miejscowymi smoleńskimi bikerami...

Jako ciekawostkę powiem, że
specjalną opiekę milicji mieliśmy przez cała Rosję, jak i również na
Ukrainie w związku z czym, było wiele zabawnych sytuacji, ale o tym
później... Jeszcze tylko poranne śniadanie przed wyjazdem i ....
KATYŃ
KATYŃ
Czy trzeba tu wielu słów ?
W roku 1940, NKWD zamordowało polskich oficerów i podchorążych. Byli
oni wcześniej więzieni w Kozielsku. Wymordowano 4410 jeńców, cześć
skazanych zabito w Smoleńsku w siedzibie NKWD. Zostali pochowani w
ośmiu zbiorowych mogiłach. Wśród ofiar zbrodni znaleźli się:
- wiceadmirał Xawery Czernicki
- generałowie: Bronisław Bohatyrewicz, Henryk Minikiewicz,
Mieczysław Smorawiński
- jedyna kobieta, ppor. Janina Lewandowska

Katyn - Ostaszków, 466
km
|
|
W
odległości 11 km od Ostaszkowa na wysepce Stołbnyj, na jeziorze
Seliger, znajduje się prawosławny klasztor Monastyr zwany „Nilową
Pustynią”.
To właśnie tu więzieni byli polscy mundurowi w liczbie 6364 osoby.
I to właśnie stąd 4 kwietnia 1940 r. byli wywożeni do Tweru, gdzie
zostali wymordowani.
Widok z wierzy Monastyru , aż dech zapierał. |
 |
|
|
|
|
 |
W miejscu noclegu chłopcy
się chyba nudzili, że mi tak ślicznie harleya przyozdobili...
Później miały miejsce nocne Polaków rozmowy przy dobrym winku lub
czymś może mocniejszym -nie wiem, bo osobiście już spałem. To Monika
jak zwykle zamiast towarzyszyć mi w spanku, wybiera towarzystwo
kolegów motocyklistów i coś mocniejszego zapewne. |
|
Ostaszków - Miednoje, 166 km
To właśnie w Miednoje
spoczywa 6 295 policjantów, Żołnierzy Korpusu Ochrony Pogranicza,
pracowników administracji państwowej, żandarmerii i wywiadu,
zamordowanych w Twerze.

Braliśmy udział w
uroczystościach razem z delegacją rządową. Był też apel poległych,
oraz czas na zadumę i oddanie hołdu. |
|
Niezapomnianym dla nas
wszystkim było spotkanie z ks. Prałatem Zdzisławem Peszkowskim,
nielicznym ocalałym z Katynia. Był więźniem Kozielska i cudem
ocalał. Teraz jest kapelanem Rodzin Katyńskich, pełni też funkcje
Prezesa Fundacji „Golgota Wschodu”.
Po zakończeniu uroczystości na Cmentarzu w Miednoje, zostajemy
zaproszeni przez rządową delegacje na wspólny obiad. |
 |
|
Miednoje - Moskwa,
200 km
Rano wyruszamy
z Miednoje na podbój Moskwy –mamy do pokonania 200km. Im bliżej
Moskwy, tym więcej mija nas samochodów z „górnej półki”. To same
terenowe, wszystkie oczywiście czarne z przyciemnionymi szybami.
Takiego skupiska tylu aut nie widać w żadnej innej stolicy
europejskiej. Zmienia się też krajobraz - bieda ustępuje bogactwu.
A oto nasza słynna moskiewska ucieczka...

Nie mieliśmy ochoty na
jazdę po stolicy Moskwy, dotarcie do Placu Czerwonego zajęłoby nam
pewnie godzinę - pomimo, że odległość niewielka, ale korki w stolicy
Rosji ogromne. Takie jest zarządzenie komandora rajdu Wiktora
Węgrzyna - 2 godziny na wypucowanie motocykli a potem wyjazd na
miasto pełną pompa, itd.
Rezygnujemy więc z pompy w liczbie 5 osób, siejąc dywersje uciekamy… |
|
W drodze na Plac Czerwony
na pierwszym planie….. Panowie sami osadzą...
 |
Przed wejściem na Plac Czerwony...
 |
|
Jak Moskwa to Kreml, mamy
do przejścia tylko 28 ha. Obym Putina nie zobaczył i nóżki nie
bolały.
Plac Soborowy -otaczają nas przepiekane cerkwie i trzy
sobory: Uspienski, Błagowieszczenski i Archangielski. Koledzy
zastanawiają się gdzie teraz, bo obok znajduje się pałac
Patriarchów, pałac zjazdów i bajeczna cerkiew Wasyla
Błogosławionego.
Hmm – trudny wybór...

Car puszka odlana w 1586
roku, dla Fiodora I. Portret obdarowanego widnieje na lufie o
średnicy 89 cm. Działo jest o wadze 40 ton.

Koniec tego dobrego rano
opuszczamy Moskwę i jedziemy do Kurska 528 km.
Moskwa - Kursk, 528 km |
|
Wyjazd z Moskwy to prawdziwe wyzwanie. Moskiewska
obwodnica to 6 pasów w jedną stronę Przeciskamy się między
samochodami, ponieważ wszystko i tak stoi w gigantycznym korku.
Towarzyszy nam deszcz -jest bardzo niebezpiecznie, a my jedziemy w
kilka motorów wąskim pasem przy blokach betonowych oddzielających
kierunki jazdy na drodze. Jazda w tych warunkach niestety kończy się
awaryjnym hamowaniem, zblokowaniem tylnego koła i długim ślizgiem
bocznym, który kończy się szczęśliwie bez przewrotki pomiędzy
samochodami. Pasażerka moja ma jednak dość (ja chyba też). Na tej
samej obwodnicy wywraca się Jakub na swoim Suzuki GS500, a na niego
wpada rozpędzony Artur na Yamaha XT660R i przelatuje mu po plecach.
|
|
Dobrze, że miał plecaczek,
zamortyzował on uderzenie opony o kręgosłup Jakuba. Przez ten plecak
zresztą moja Monika nazywała go żółwikiem i bardzo była
niepocieszona, że go stracił, jednak bardzo szczęśliwa że nic mu się
nie stało.
Niestety tyle szczęścia nie miał nasz kolega pilot Mirek i jego
harley poległ na drodze pod Kurskiem. |
 |
|
Przekraczamy granice rosyjsko - ukraińską
ok. godz.12 Oczywiście na stronie rosyjskiej musimy oddać tą
całą „makulaturę”, którą wypełnialiśmy przy wjeździe. Na szczęście
nikt niczego nie zagubił i udaje się nam nawet dosyć sprawnie
przejechać.
Później byliśmy goszczeni w konsulacie Polskim w Charkowie -
zobaczcie sami jak:

Jedziemy złożyć wieńce na Cmentarzu Wojennym i Cmentarzu
Prawosławnym w Charkowie. Tu spoczywają polscy oficerowie więzieni w
obozie w Starobielsku, od listopada 1939 r. do maja 1940r. Spośród
ok. 4 tyś żołnierzy połowę stanowili obrońcy Lwowa. W kwietniu i
maju 1940r. NKWD wymordowało w Charkowie wszystkich jeńców.
Przeżyło zaledwie 90 oficerów wywiezionych na indywidualne śledztwa
do więzień w Moskwie i Kijowie.
 |
|
Charkow – Kijow, 484 km
Jedziemy do Bykowni, wsi pod Kijowem –która, jest chyba największym
miejscem spoczynku ofiar represji z okresu stalinowskiego. Szacuje
się, że spoczywa tam od kilkunastu do stu tysięcy osób głównie z lat
1937 i 1938, a także 1940 - 41.
Od polowy lipca tego roku trwają tam prace ekshumacyjne –są one
kontynuacją poszukiwań z roku 2001. Poszukiwania miejsca
spoczynku z trudnej do ustalenia liczby Polaków, z niemal 3,5 tys.
nazwisk, które widnieją na tzw. ukraińskiej liście katyńskiej, są
prowadzone na terenie 5 ha terenu leśnego.
W wyniku prowadzonych wierceń zlokalizowano 103 groby. W sierpniu
odkryto pierwsze groby Polaków zamordowanych przez NKWD w 1940r.
Wśród zamordowanych są wysocy rangą oficerowie i podoficerowie
Wojska Polskiego Korpusu Ochrony Pogranicza, policjanci,
funkcjonariusze Straży Granicznej i Więziennej, urzędnicy, ale także
osoby cywilne. O tym że są to polskie mogiły świadczą przedmioty i
ubrania, w których spoczywają Polacy -np.: fragmenty umundurowania,
buty i guziki wojskowe, medaliki, czy nawet przedmioty z
pojawiającymi się nazwiskami zamordowanych osób.

Kijów – Kamieniec Podolski, 431 km |
|
W drodze do Kamieńca Podolskiego odwiedzamy
miejscowość Berdyczów, gdzie znajduje się kościół karmelitów bosych
z 1634r., p.w. Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny.
Wojewoda Kijowski ofiarował świątyni wizerunek Matki Boskiej
Śnieżnej, który w krótkim czasie wsławił się licznymi cudami . W
1647 roku, ogłoszono obraz cudownym.

W drodze do Kamieńca
Podolskiego umacniałem przyjaźń polsko-ukraińską. Milicja ukraińska
miała za zadanie zatrzymać nas i poprowadzić kolumną do Kamieńca
Podolskiego - efekt tego zdarzenia sami widzicie.

Nie wiem, dlaczego moja
pasażerka, która mnie porzuciła na rzecz wygodniejszego jak
stwierdziła motocykla, przejechała przez blokadę bez problemu. Mnie
natomiast zatrzymano !
Koledzy milicjanci przekonali nas, abyśmy poczekali na całą kolumnę
motocykli. Prośbę swą umotywowali tym, że w przeciwnym razie stracą
premie. Trzeba też wiedzieć, że cały ich miesięczny zarobek to
100 $. Żal się nam chłopów zrobiło wiec…
Zostaliśmy i zabawa
była przednia. Fajne te mundurki mają, to nic ze trochę przykrótkie
rękawy. Możliwość wypróbowania pałki także była, a na końcu
ćwiczenia z formowania kolumny motocykli.

Kamieniec Podolski to jedno z najbardziej malowniczych miast na
Ukrainie. Stare miasto położone jest na wysokiej skale, którą opływa
mała rzeka Smotrycz. Pod względem ilości zabytków ustępuje jedynie
Kijowowi i Lwowowi. My mieliśmy 2 dni, by zwiedzić twierdzę ze
Starym i Nowym Zamkiem. Stare miasto otoczone jest murami miejskimi
z basztami. Warte zobaczenia są cerkwie i minaret.
|
|
 |
Nocleg mieliśmy w Kościele podominikańskim, zrujnowanym przez
sowietów oraz pożar w 1993r. -obecnie zwanym kościołem Ojców
Paulinów.
Piwnice tego kościoła kryją straszną niewyjaśnioną jeszcze
tajemnice, bowiem znajduje się tam masa niezidentyfikowanych jeszcze
ludzkich kości.
Ojcowie Paulini bardzo wystawnie ugościli nas w swoich klasztornych
progach. Przez chwilę czuliśmy się jak prawdziwi zakonnicy. |
|
W Kamieńcu Podolskim byliśmy 2 dni, więc
mieliśmy możliwość zwiedzenia twierdzy w Chocimiu.

A tak w drodze powrotnej bawiła się nasza koleżanka Łucja. Później
uczciła swoje imieniny-skokiem z wysokości 60 metrów !!! Odważne
mieliśmy kobietki...

Pozostałością po trwających
27 lat rządach tureckich, jest minaret przy katedrze Św. Piotra i
Pawła. Po odzyskaniu miasta minaret pozostawiono, zastępując jednak
w 1756r. półksiężyc na drewnianą figurą Matki Boskiej. Później
zastąpiono Matkę Boską na figurkę wykutą w miedzi, która to stoi do
dnia dzisiejszego.

Na niewielkim cmentarzu
przy katedrze, jest obelisk poświecony pamięci znanego z powieści H.
Sienkiewicza –pułkownika Jerzego Wołodyjowskiego. Pan Wołodyjowski w
1672r. brał udział w obronie Kamieńca i poległ, gdy nastąpił wybuch
w prochowni.
Wieczorem zorganizowaliśmy
wspólne ognisko z bikerami z Kamieńca Podolskiego. Nadszedł czas
pożegnania z tym pięknym miastem, a uczyniliśmy to poprzez wspólną
pamiątkową fotografię. Następnie ruszamy do Lwowa -przed nami do
pokonania 366 km.

Kamieniec Podolski -
Lwów, 366 km
|
|
Moje
podróżowanie zakończyłem w Kamieńcu Podolskim, ponieważ w oponę
wbiła się śruba, która rozcięła ją na całej długości. Pomimo pomocy
miejscowych baikerów, nie udało się zdobyć w Lwowie opony w
rozmiarze 18.
Jadąc sobie busem, obserwowałam moją wcześniejszą pasażerkę, a
dokładniej jak szybko i sprawnie zmienia motocykle. Stało się wręcz
tak, że już sam nie wiedziałem z kim jedzie i jaką maszynę teraz
testuje,
-a może kierującego... |
 |
|
W drodze do Lwowa odwiedziliśmy jeszcze miejscowości Buczac i
Jałowiec.
W Lwowie zatrzymaliśmy się przed Cmentarzem Łyczakowskim. Cmentarz
Łyczakowski został założony w 1786r. Jest to jedna z najstarszych
nekropolii i jeden z najpiękniejszych polskich cmentarzy. Mogliśmy
tutaj obejrzeć dużo pięknych zabytkowych kaplic, obelisków, kolumn w
rożnych stylach, oraz nagrobków przedstawiających postacie i
wizerunki zmarłych. Jest to miejsce wiecznego spoczynku wielu
wybitnych i zasłużonych dla Polski ludzi kultury, nauki, polityki.
Spoczywają tu m.in.: Gabriela Zapolska -pisarka, Maria
Konopnicka -poetka, Artur Grottger -malarz ,Stanisław Niewadomski
-muzyk, i wielu innych...

Na zdjęciu powyżej
znajdziecie moją kochaną Monikę, ze wspaniałym gościem Marianem,
który pracuje w Komendzie Głównej Policji. Nie raz ratował kolegów
przed mandatami...
|
|
 |
Cmentarz Obrońców Lwowa jest częścią cmentarza Łyczakowskiego.
Znajdują się na nim mogiły uczestników obrony Lwowa i Małopolski
Wschodniej, poległych w latach 1918-1920. Cmentarz często jest
nazywany Cmentarzem Orląt, gdyż spośród 3000 pochowanych żołnierzy
większość to młodzi chłopcy. Najmłodszy obrońca Lwowa -Kukawski Jaś
miał 9 lat, a jego karabin był większy niż on sam.
Cmentarz powstał w 1921r. Konkurs na mauzoleum wygrał uczestnik
walki o Lwów, Rudolf Indruch -student Wydz. Architektury.
Najważniejszymi częściami Cmentarza są: stojącą na najwyższym
wzniesieniu Kaplica, poniżej rozłożone katakumby i wreszcie Pomnik
Chwały, a między nimi tysiące mogił. |
|
W 1971 roku, po
wcześniejszych już dewastacjach przy pomocy czołgów i maszyn
budowlanych, Rosjanie zniszczyli kolumnadę. Próbowali też zniszczyć
pylony Łuku Chwały, które jednak się oparły -zostały jednak
ostrzelane napisy tam się znajdujące.
Z ziemią zrównano groby a Kamienne Lwy, które stały przed łukiem
triumfalnym, przewieziono na rogatki miasta.
W roku 1989 z inicjatywy inżyniera Józefa Bobrowskiego, zaczęto
porządkować zdewastowany teren. W 2001r. władze Polski i Ukrainy
zawarły porozumienie o kształcie cmentarza. W 2005r., Rada Lwowa
zgodziła się na ponowne ustawienie figur na pomnikach francuskich
piechurów i amerykańskich lotników, jednak nie wyraziła zgody na
ustawienie figur lwów przed centralnym pylonem łuku chwały. |
|
Późnym wieczorem
odwiedzamy jeszcze pomnik Adama Mickiewicza, a potem - to nasza
ostatnia wspólna noc. Po obowiązkowym zwiedzeniu Lwowa nocą i
ciepłym posiłku, zabezpieczeniu motocykli (w tamtym roku właśnie w
tą ostatnią noc, w tym samym miejscu skradziono motocykl) zaczynamy
nocne Polaków rozmowy...
Zaczynamy już wspominać kończący się rajd, a że ziąb był -wspomagamy
się czymś mocniejszym. Rano wyruszamy w stronę granicy ukraińsko -
polskiej (mamy do pokonania ok. 450 km).
Po drodze odwiedzamy
jeszcze grób Hetmana Wielkiego Koronnego - Stanisława Żółkiewskiego,
a w Tarnogrodzie składamy wieniec w miejscu rozbrojenia oddziału
Wojska Polskiego przez Armie Czerwoną. Około 40 oficerów
zamordowanych później w Katyniu, wydali miejscowi Żydzi.
My podróżujemy już z
naszymi chłopakami z busów. Monika jedzie sobie z Grzesiem i dobrze
się bawi, choć jest jej przykro, że nie możemy przekroczyć granicy w
Hrebennej razem z naszymi kolegami w kolumnie motocykli -tym
bardziej, że pogoda jak marzenie.
Ja zostaję sobie sam na granicy w oczekiwaniu na Mariana ciągnącego
na lawecie mojego
Harleya. Spotykamy się wszyscy już po raz ostatni w zajeździe ok. 10
km za granicą i tu następują ostatnie pożegnania. Potem już każdy
jedzie w stronę domu...
|
|
 |
Pożegnania z Ewcią, szaloną
kobietką z Krakowa -bardzo się polubiły z Moniką.
Pożegnanie z Krzychem i jego ksywką:
"DAMY RADĘ” -wiecznym wulkanem humoru.
|
|
A tu Monika w objęciach
pilota Mirka, któremu życzymy szybkiego powrotu do zdrowia. Życzenia
kierujemy również do Jacka, także pilota rajdu. Mirek i Jacek
po wspólnym pożegnaniu, ok. 3 km przed Krasnymstawem, mieli groźny w
skutkach wypadek.
Do zobaczenia za rok!!! |
 |
|
 |
To już Lublin i moja
Monika, która jak już się położyła w tym miękkim i czystym łóżku, to
spała tylko 12 godzin.
Hmm, czyżby Rajd ją tak zmęczył.
Tu również został nasz
harley. Nie będę wam opisywał jak przebiegała naprawa, bo bym drugie
tyle musiał napisać.
Wiec może innym razem…. |
|
Podsumowując Rajd Katyński podeprę się tu słowami jednego z
rajdowiczów
-pilota Sławka:
„Niech jadą do Monte Carlo, biedni. Rajd Katyński to męska sprawa”
Mam nadzieję, że po przeczytaniu tego znajdzie się wśród Was ktoś,
kto będzie chciał przeżyć to, co my...
Poznać tyle wspaniałych miejsc i tylu wspaniałych ludzi...
Zaliczyć się do grona twardzieli Rajdu Katyńskiego...
Zainteresowanych odsyłam na oficjalną stronę:
www.rajdkatynski.net
Z tego miejsca chciałbym podziękować Wiktorowi Węgrzynowi,
pomysłodawcy i organizatorowi Rajdu Katyńskiego. Wszystkim
uczestnikom VI Rajdu Katyńskiego dziękuję, że mieliśmy możliwość Was
poznać.
Mam nadzieję, że za rok się zobaczymy!
|
|
>zapraszam do obejrzenia zdjęć z rajdu<
Pozdrawiam
wszystkich Moto-Turystów,
Jurek,
(Moto-Turysta nr
127)

| |