|
W
moim kalendarzu nie istnieje coś takiego jak początek i koniec
sezonu motocyklowego. A Elefant Trefen, na który kiedyś wreszcie
dojadę, a czy Twierdza Boyen nie gości motocyklistów w samym środku
zimy. To co niektórzy nazywają „sezonem” trwa dwanaście miesięcy,
tylko zimą jeździmy sporadycznie.
Skoro jednak ktoś zadaje sobie tyle trudu na zorganizowanie takiej
masowej imprezy i ta impreza jest od nas na rzut beretem, to czemu
nie pojechać.
Na okrętkę pojechaliśmy do Poznania, pogoda
prześliczna, asfalt przyjazny, kilometry lecą i przez to wszystko
spóźniliśmy się na grupowe przemieszczanie się po Poznaniu. Pod
stadionem Lecha, była garstka motocyklistów. Telefon do agenta 054 i
już wiemy, że są na rynku. Tym ryneczku z trykającymi Koziołkami.
Kto nie był w Poznaniu niech koniecznie nadrobi zaległości.
Jest tutaj dworzec autobusowy i tramwaje są również.
Nie lubię dużych miast
!!!
W małych miasteczkach jak dostanę w dziób, to przynajmniej wiem od
kogo.
No wreszcie dojechaliśmy
pod Koziołki. Tutaj wpadł mi szalony pomysł tuningu mojego Motóra,
bardzo chcę zwiększyć jego moc o kilka koni.

Powitanko szybkie i szybkie zamówienie kawy. Szybka wymiana ulotnych
wspomnień z wakacyjnych podróży. Kto by tam słuchał, aż tu nagle jak
by nas niebo gwiazdami obsypało.
Kasia pokazuje pierścień na palcu i wskazuje Władcę Pierścienia. A
to ci Kasia i Paweł. Paweł to taki cwany lis, wywiózł dziewczynę na
kraniec lądu europejskiego, żeby się oświadczyć. Domyślacie się
zapewne, że oświadczyny zostały przyjęte.
A co nasza bidulka Kasiunia
miała jakiś wybór ?
Z Nordkapu na piechotę miała wracać !!!
>przypomnijmy sobie ta romantyczna wyprawę<
A to ci duszyczki zaręczyły
się w czasie pomykania na motorku.

|