III Edycja Rankingów :

Moto-Turysta Roku 2006  *   Krążownik Szos 2006  * 01.04.2006 - 01.10.2006

 
   
 

RELACJA Z MOTOCYKLOWEJ WYPRAWY
nr 061 / 2006 / ZLOTY

 
 

Tytuł wyprawy / nazwa zlotu, imprezy :
ZLOT KLUBU BMW MOTOCYKLE
„BIESZCZADZKA TUŁACZKA”
 

Uczestnik wyprawy / Kierowca : 
Wacław z Sulejówka
(M-T 085)
Krążownik Szos : 
BMW R1200 RT
Ilość przejechanych kilometrów : 
1 070km

Data wyprawy :
data rozpoczęcia: 06.10.2006
data zakończenia: 08.10.2006
data nadesłania relacji : 22.10.2006

Opis trasy wyprawy :
Sulejówek
(miejsce zamieszkania)
Ustrzyki Dolne
(miejsca zlotu -punkt docelowy wyprawy)
Sulejówek (miejsce zamieszkania)

Przyznane punkty :
Wyprawa nie spełnia wymogów regulaminowych
(rankingowa rywalizacja trwała do 01.10.2006,
a rozpoczęcie wyprawy miała miejsce dnia 06.10.2006)


 



/fotografia dokumentująca odbycie wyprawy/
 

Program wyprawy:
Zamknięcie Sezonu Motocyklowego

Skład ekipy wyprawy:
Triumf Rocket  III -Łukasz,
Suzuki Intruder - Paweł zwany Terminatorem, 
BMW R1200 RT- Wacław.

Trasa:
Startujemy ze Starej Miłosny pod Warszawą, przepraszam obecnie Warszawa-Wesoła.
Trasę wybraliśmy przez Lublin, Kraśnik, Nisko, Leżajsk, Jarosław, Przemyśl, Kuźminę i drogą na Sonok do Ustrzyk Dolnych.

 

    
   
Wyruszyliśmy o 10 00 i po dwóch godzinach dotarliśmy do stylowego zajazdu za Lublinem, gdzie zjedliśmy wspaniały obiad za umiarkowaną cenę. Niestety nazwy zajazdu nie zanotowałem, ale może ktoś pozna na zdjęciach.

      Dalej jechaliśmy niespiesznie ze średnią szybkością podróżną ok. 100 km/godz.
Na miejsce dotarliśmy ok.18. Po zakwaterowaniu się w hoteliku „U MAŁGOSI”,  udaliśmy się do karczmy „U GAŁY”, gdzie czekała nas kolacja i pozostali uczestnicy zlotu. Tradycyjnie serdeczne powitanie wymiana informacji napitki umiarkowane z uwagi na sobotni program wycieczkowy.

   Następnego dnia trzy grupy ruszają w różnych kierunkach. GS –owcy na trasę enduro po bezdrożach bieszczadzkich, turystyki żądni rywalizacji na trasę z mapkami na orientację po okolicach, inni na dowolne trasy wycieczkowe w mniejszych lub większych grupach.
Ja wybrałem się z grupą turystyczną w stronę Polańczyka i Soliny. Byłem bardzo ciekaw jak wygląda obecnie Solina, gdyż miałem okazję jako dziecko być tam w roku uruchomienia zapory.

      Widoki przepiękne, zakrętów do woli, asfalt gładki, pogoda wymarzona dla motocyklistów.
W Polańczyku odpoczynek, kawa, przekąski, zdjęcia pamiątkowe i w drogę nad Solinę. Zapora robi wrażenie, woda czysta, ryby podpływają do turystów jak w warszawskich Łazienkach. Deptak prowadzący na zaporę przypomina zakopiańskie Krupówki, pełen straganów z pamiątkami i wyrobami miejscowego rękodzieła. Ogólnie Solina jest największą zaporą w Polsce długości 664m i wysokości 82m. Polecam stronę www.solina.pl .

       Po zwiedzeniu zapory wyruszamy w kierunku Leska i dalej drogą nr 84 do Ustrzyk Dolnych, które mijamy, gdyż postanowiliśmy zajrzeć jeszcze do Arłamowa. Tam delektujemy się befsztykami tatarskimi i kontemplujemy dawny ośrodek wypoczynkowy naszych władz, a obecnie łaskawie udostępniony wszystkim turystom.

   Posileni wracamy do bazy, gdzie czeka na nas obiad właściwy i informacje z wyjazdów pozostałych grup. W czasie wycieczki przejechaliśmy 170 km.
Niestety tylko nam udała się miła i bezpieczna wycieczka, ale taka miała przecież być.
      GS-owcy wrócili z mocnymi wrażeniami. Jeden GS 1200 zatopiony po szyję motocyklisty w strumieniu górskim. Na szczęście uratowani i wysuszeni odpalali jak przed kąpielą zarówno GS-owóz, jak i woźnica. Drugi kolega na GS 650 złamał rękę przy glebowaniu. Ogólnie straty lajtowe.
     Gorzej powiodło się grupie jadącej na orientację. Konkurs odbywał się trójkami i jeden prowadzący swoich kolegów jadąc z mapą hamował do punktu kontrolnego a jadący za nim widząc, że się nie wyrobi, odpuścił heble i pojechał dalej. Ostatni niestety jechał za szybko, zjechał na nierówne pobocze, stracił panowanie nad Hajabusą i przekoziołkował do rowu.
Z relacji uczestników zdarzenia motocyklista złamał łopatkę, żebra i żuchwę. Pasażerka bez szwanku a Hajabusa na szrot.
Opinie kolegów po tych zdarzeniach były jednomyślne, jazda w grupie nawet trzyosobowej wymaga szczególnej koncentracji, obserwacji otoczenia, w tym uważnej obserwacji poczynań współpodróżników.

     Po tym pełnym wrażeń dniu wieczorem odbyła się wspólna zabawa.Szczególnie rozbawiło nas ubranie uczestników w garnitury zlotowe zamiast koszulek. Po przebraniu wyglądaliśmy wszyscy jak goście weselni ubrani w salonach Pier Lumpeks.

 

Zabawa trwała do rana, jak zwykle na zamknięcie -mimo wszystko udanego, słonecznego i pełnego wspaniałych wrażeń sezonu motocyklowego.

    Niedzielny powrót do domów spokojny, jedni po śniadaniu a zawołani tancerze po obiedzie.

 

>zapraszam do obejrzenia zdjęć ze zlotu<




Z pozdrowieniami dla Moto-Turystów,

Wacław z Sulejówka