|
Tytuł wyprawy / nazwa zlotu,
imprezy :
Rożnov pod Radhostem razy dwa...
Organizator
zlotu, imprezy :
GWCCZ
Gold Wing Club Czech Republic
http://www.goldwing.cz/
Data zlotu, imprezy :
06 - 09 lipca 2006
Uczestnik wyprawy / Kierowca :
Marek z Chorzowa (M-T 121)
Uczestnik wyprawy / Pasażer :
Kasia
Krążownik Szos : Honda Gold Wing 1500 SE
Ilość przejechanych kilometrów :
540 km
|
|
DATA
WYPRAWY :
data rozpoczęcia : 07.07.2006
data zakończenia : 09.07.2006
data nadesłania relacji : 10.10.2006 |
OPIS TRASY WYPRAWY :
Chorzów (miejsce zamieszkania)
Rożnov pod
Radhostem
(punkt
docelowy wyprawy)
Chorzów (miejsce zamieszkania)
|
|
PRZYZNANE
PUNKTY :
nie przyznano
punktów w ramach rankingowej rywalizacji,
z uwagi na zbyt późne zgłoszenie relacji |
|
|
Zlot Gold Wing’a w Czechach razy dwa – Roznov pod Radhostem. Ta
impreza oznaczała dla mnie wieczną gonitwę, a to dlatego, że podróż
tam i z powrotem przemierzyłem dwa razy, ale zacznijmy od
początku...
Jak zwykle, czas nie pozwolił, aby cieszyć
się tą imprezą już od czwartku. Wyjechaliśmy w piątek. Na temat
drogi nie warto się tu specjalnie rozpisywać, ponieważ dla
mieszkańców Śląska te bliskie rejony Czech są stałym miejscem
weekendowych wypadów. W każdym razie po przejechaniu nieco ponad 130
kilometrów zameldowaliśmy się w Rożnowie.

|
|
Ten zlot był kwintesencją tego, co kolokwialnie nazywamy zajefajną
imprezą.
Po pierwsze miejsce. Na potrzeby zlotu wynajęto do naszej
dyspozycji kamping wyposażony w domki gdzie dodatkowo mogliśmy
rozbić namioty. Ponadto kamping był wyposażony w basen. Obok
kampingu mieścił się fajny hotel, gdzie chodziliśmy na śniadanka, a
niektórzy z nas nawet w tym hotelu nocowali. Za wybór miejsca 5
punktów.
Po drugie, doskonała oprawa muzyczna. Podczas zlotu grała dla
nas kapela w stylu Blues Brothers -byli doskonali. Po trzecie,
pogoda była wprost wymarzona.
Po czwarte, w zlocie wzięła udział spora ilość Wingerów z Polski,
także czuliśmy się jak u siebie.
Ale, ale…

Na miejscu rzeczywiście było rewelacyjnie tyle, że ja wziąłem na
siebie zobowiązanie, polegające na zrobieniu oprawy wesela dla córki
przyjaciela w Katowicach. Podczas gdy wszyscy, włącznie z moją
zawsze wierną towarzyszką podróży (Kasią – moją „osobistą małżonką”)
korzystali z uroków tego co przygotowali Czesi ja wróciłem do
Katowic, by dzielnie z innym Wingerem (Erwinem z Gliwic, który
uratował mi tyłek, ale to temat na oddzielne opowiadanie),
prowadziłem orszak ślubny.

Efekt był
świetny, ale biorąc pod uwagę niesamowity upał jaki był 8 lipca oraz
świadomość, że podczas gdy ja ledwo zipię w skórach, oni tam w
Czechach taplają się w basenie średnio mnie napawał optymizmem.
Ok. 16:00 wystartowałem z powrotem w stronę Czech
i ponownie dołączyłem do biesiadników w Roznowie. Wieczorem
oczywiście impreza i I miejsce GWCPL za frekwencje, czyli ilość
motocykli na zlocie w stosunku do całkowitej liczby motocykli
zarejestrowanych w klubie.
 |