III Edycja Rankingów :

Moto-Turysta Roku 2006  *   Krążownik Szos 2006  * 01.04.2006 - 01.10.2006

 
   
 

RELACJA Z MOTOCYKLOWEJ WYPRAWY
nr 050 / 2006 / ZLOTY

 
 

Tytuł wyprawy / nazwa zlotu, imprezy :
ZLOT BOXER MORAVA
 

Uczestnik wyprawy / Kierowca : 
Wacław z Sulejówka
(M-T 085)
Krążownik Szos : 
BMW R1200 RT
Ilość przejechanych kilometrów : 
1 050 km

Data wyprawy :
data rozpoczęcia: 08.09.2006
data zakończenia: 10.09.2006
data nadesłania relacji : 19.09.2006

Opis trasy wyprawy :
Sulejówek
(miejsce zamieszkania)
Zlate Hory / Czechy
(miejsca zlotu -punkt docelowy wyprawy)
Sulejówek (miejsce zamieszkania)

Przyznane punkty :
Moto-Turysta 2006:
1350 pkt (1050 + 300)
Krążownik Szos 2006:
1050 km
 

        Wyruszyłem z Sulejówka o 9.00, aby spotkać się z kolegami za Jankami na stacji Shela.
Trasa wiodła przez Częstochowę, Opole, Krapkowice. W Prudniku o godz. 18, spotkaliśmy pozostałych kolegów w większości na motocyklach BMW wszelkich kategorii, od enduro, poprzez turystyki, do cruiserów.
Z Prudnika pozostało dojechać do Głuchołaz przekroczyć granicę i jesteśmy na miejscu.
 


 


/fotografia dokumentująca odbycie wyprawy/

   Na miejsce zlotu wybrano piękny ośrodek  wypoczynkowy BOHEMA, położony na uroczym zboczu, w pobliżu którego budowany jest bardzo atrakcyjny wyciąg narciarski. Niestety stopień zaawansowania prac, nie pozwolił ocenić czy jest to wyciąg orczykowy, krzesełkowy, czy gondole. Należałoby sprawdzić to zimą.
Przywitali nas organizatorzy a najserdeczniej Walerka z Pragi (zwana Dakarką), którą poznałem na zlocie BMW w zamku Czocha w Polsce. Wieczór spędziliśmy na witaniu się ze znajomymi i wspólnym biesiadowaniu.

    
    Sobota 9.IX.2006, godzina 13.00 -oficjalne otwarcie zlotu
i zapowiedź programu. O godzinie 14.00, nastąpił wyjazd dwóch grup na wycieczkę:
- I grupa: trasa dla motocykli enduro po bezdrożach
- II grupa: trasa dla turystyków o długości ok. 150 km, wiodąca malowniczymi okolicami Zlanych Hor, pełnymi ostrych zakrętów.

    Po powrocie kurczaki z grilla, prosiak pieczony na rożnie. Niestety w połowie serwowania "prosiaka pieczonego na bieżąco", czyli z długimi przerwami na dopiekanie kolejnych odkrywanych surowych warstw, kucharz kondycji marnej opuścił biesiadników i pozostała samoobsługa. Sprawdziło się powiedzenie ”trzeba twardym być a nie miętkim” i do tego nie wybrednym w przeciwieństwie do prosiaczka, gdyż jemu wszystko wisiało -pełny luz. Właściwie wiara luzowała owego prosiaczka, każdy na swój sposób może niezbyt profesjonalnie ale skutecznie.

   Pozostałą część wieczoru spędziliśmy kibicując uczestnikom loterii Tombola. Ja też w niej uczestniczyłem, co zaowocowało wygraniem przeze mnie niezbędnego wyposażenia motocykla turystycznego w postaci baterii wannowej, oraz liny z blokadą koła.
Dalej zabawiał nas czeski zespół rockowy grając jak mówili czesi ”żywą muzykę”.

   Dodatkowymi atrakcjami była prezentacja zabytkowych sprzętów miejscowego pasjonata cyklizmu w postaci Nortona z 1921 roku, oraz innych zabytkowych pojazdów nieznanej marki.

Kulminacyjnym punktem pokazów było spalenie gumy w hondzie CBR, oraz powieszenie jej na drzewie, co dało nam szansę dopracować właściwą pozycję motocyklisty na wiszącym sprzęcie.
Zabawa trwała do północy...

     W niedzielę w godzinach od 9 do 12, spokojnie małymi grupkami wracaliśmy do swoich domów.


 

Ogółem zlot oceniam w skali od 0 do 5, na 3+
Uczestniczyło ok. 100 motocykli, w tym ok. 30 z Polski,
kilka z Niemiec, jeden z Londynu (Nasz), reszta Czesi.
Całość przebiegała w sympatycznej atmosferze ale bez zbytniej wylewności uczuć pomiędzy nacjami.




Z pozdrowieniami,

Wacław (M-T 085)