|
III
Edycja Rankingów : |
Moto-Turysta Roku 2006 * Krążownik Szos 2006
* 01.04.2006 - 01.10.2006 |
|

|
RELACJA Z MOTOCYKLOWEJ WYPRAWY
nr 048 / 2006 / ZLOTY |
|
|
|
|
|
Tytuł wyprawy / nazwa zlotu,
imprezy :
Zlot w Brighton GB
Uczestnik wyprawy / Kierowca :
Marcin Salamon
(M-T 119)
Krążownik Szos : Honda CBR 1000F
Ilość przejechanych kilometrów :
550 km
|
Data wyprawy :
data rozpoczęcia :
10.09.2006
(wyprawa jednodniowa)
data nadesłania relacji : 16.09.2006
Opis trasy wyprawy :
Birmingham (miejsce zamieszkania)
Brighton
(miejsca zlotu -punkt
docelowy wyprawy)
> Londyn >
Birmingham (miejsce zamieszkania)
Przyznane punkty :
Moto-Turysta 2006:
850 pkt
(550+ 300)
Krążownik Szos 2006:
550 pkt
|
|
Długo
zastanawiałem się czy usiąść i opisać moją wyprawę.
Zdaniem niektórych ex Moto - Turystów (wyczytałem to na forum),
550km w jeden dzień to drobna przejażdżka, której nie warto
wspominać. Mimo to napiszę kilka słów bo nie o ilość kilometrów tu
się rozchodzi, ale o to co w tym dniu się wydarzyło.

drugi z lewej -to ja
/fotografia dokumentująca odbycie wyprawy/
Wstałem więc sobie w niedzielę tak około 10 -jak to w
niedzielę zwykle bywa. Wyszedłem do ogrodu, przekręciłem kluczyk w
stacyjce i 134 mechanicznych koników dało znać, że jest gotowe do
drogi. |
|
15 września
to: The Day of Glory of the Polish Wings, więc pomyślałem
sobie, że może warto wpaść do Londynu.
Po 2 godzinach parkuję „babcię” przed pomnikiem Polaków poległych w
Bitwie o Anglie.
Przypomina mi się książka „Dywizjon 303” A.Fidlera, którą jednym
tchem przeczytałem jeszcze w podstawówce.
|

|
|
„Dodał gazu, odszedł jeszcze dalej w
bok, wyprzedził uciekającego. Potem nagle w desperackim rozpędzie
skręcił i walił - oszalała torpeda wściekłości -w stronę
Messerschmitta, jak gdyby chciał się z nim zderzyć Nie zderzył się.
Przeleciał tuż nad maszyną wroga. Tuż o metr - a może było to mniej
niż metr?! - ponad jego szklaną kabiną.
Przez ułamek sekundy Karubin ujrzał pod sobą twarz pilota zwróconą w
górę, strasznie przekrzywioną w śmiertelnym przerażeniu - i minął.
Głuchy, potężny huk za nim.” |
|
 |
Czytam nazwiska wyryte na tablicach...
Zapalam świeczkę...
Kilka łez...
Największe wrażenie robi na mnie zdjęcie Spitfire-a wkomponowane w
wieniec i pozostawiony list. Fajnie, że ktoś pamięta o tych
ludziach. Historia to przecież świadectwo narodu. |
|
Kolejny cel to Brighton. Ponoć dziś zjechało tam „kilka” maszyn więc
nie mogło by mnie tam nie być.
Kiedy jestem juz na miejscu, pierwszy raz w życiu mam problem z
zaparkowaniem motocykla -dlaczego? Otóż pozostałe 80 tysięcy musiało
także gdzieś zaparkować!

Dzwonie do Marcina MT z
Londynu. Okazuje się, że jest tego dnia w Brighton. Długo się nie
zastanawiając „lądujemy” wszyscy na piwku. Poznaję resztę silnej
ekipy –tzn. Kubę, Sabinę, Adama a także „specjalnego wysłannika” M-T
z Polski -Jacka.

Spędzamy kilka godzin na
pogaduszkach, oglądamy ciekawsze maszyny po czym wszyscy razem
wracamy do Londynu.

W Londynie
zatrzymujemy się w Ace Cafe, by ponownie spotkać się z historią.
Muszę przyznać, że to dość oryginalne miejsce. Szczególnie do gustu
przypadł mi wystrój wnętrza przypominający PRL-owską stołówkę.
Około 23 przychodzi nam się pożegnać. Nowi przyjaciele zostają na
miejscu a ja „pakuję” się na autostradę M40 do Birmingham.
|
|
>zapraszam do obejrzenia zdjęć ze zlotu, wykonanych przez Jacka (M-T
092)<
To był udany i pełen wrażeń
dzień.
Nie trzeba wcale przejechać 2 tys. km,
by móc powiedzieć o sobie Moto-Turysta...
Nie trzeba bić rekordów prędkości i odległości...
Tak naprawdę liczą się miejsca i ludzie, bo to oni tworzą klimat.
Taka też była moja niedziela –klimatyczna.
|
|
Pozdrowienia dla
wszystkich Moto-Turystów,
Marcin (M-T 119)
Ps.
Serdecznie podziękowanie dla Sabiny, Marcina, Kuby i Jacka, za
cieple przyjęcie a także dla Adama, który pewnie juz niebawem zasili
nasze szeregi.

|