|
Na zlot fiński wyruszyłem z córką, w dniu 9 sierpnia -w środę ok.
godz. 15. Mieszkam 20 kilometrów od granicy polsko – rosyjskiej,
więc przejechałem cały Obwód Kaliningradzki, gdzie mój kolega
mieszkający w Kaliningradzie i należący do Rosyjskiego klubu GWC,
zaprosił nas na kawę i jedzenie. Później wyprowadził nas prosto na
drogę prowadzącą na Litwę.

Będąc już na Łotwie zacząłem szukać noclegu, znajdując go dopiero w
stolicy Rydze… Poznaliśmy pewnego, który uwielbia Polskę i to on dał
nam rozkład promów z Tallina do Helsinek. Rano udaliśmy się dalej w
podróż, aż do Tallina. Tam mój kolega pomógł nam w dostaniu się bez
żądnych problemów do portu. Kupiliśmy bilet na wodolot, który płynie
1,5 h do Helsinek, pożegnaliśmy się z przyjacielem i udaliśmy się w
kierunku wodolotu firmy „NORDIC JET”. Zjedliśmy obiad, kupiliśmy
parę rzeczy w bezcłowym sklepie i nim się obejrzeliśmy dopłynęliśmy
do Helsinek.

Do zlotu mieliśmy 130 km, więc jadąc na miejsce podziwialiśmy
północne widoki. Po drodze spotkaliśmy Fina, który jadąc Goldwingiem
zaprowadził nas prosto na camping, bez żadnych utrudnień i szukania.
Rozłożyliśmy namiot i czekaliśmy na resztę ekipy z Polski.

Doczekaliśmy się ich, ale
dopiero na drugi dzień w piątek przyjechała bardzo miła polska
ekipa. Pierwszym z ekipy był Tomek z Izą z Białegostoku, z którym
miałem przyjemność podróżować do Hiszpanii i Włoch w tym roku.
Organizatorzy zlotu zafundowali jedzenie, picie itp.

Jak na każdym zlocie tak i na fińskim wybraliśmy się na paradę, a
następnego dnia na zwiedzanie urokliwego miasta – Kotka. W sobotę
wieczorem odbyło się rozdanie nagród. Polacy z 5 motorami zdobyli
VIII miejsce.

Niedziela upłynęła nam na leniuchowaniu. Niektórzy spali przez cały
dzień, inni kąpali się w zatoce obok campingu, a pozostali siedzieli
i rozmawiali rozkoszując się świeżym powietrzem i słoneczkiem.
 |