RELACJA Z MOTOCYKLOWEJ WYPRAWY 

nr 004/2004 / ZLOTY


Zdjęcie dokumentujące 
fakt odbycia wyprawy.

Tytuł wyprawy :
ROZPOCZĘCIE  SEZONU  MOTOCYKLOWEGO
BELGIA  2004r. 

Organizator zlotu :
Europejska Federacja Gold Winga (Klub z Belgii)

Uczestnik wyprawy : 
Grześ - Turysta nr 017

Krążownik Szos : 
Honda Gold Wing  (nr 017)

Ilość przejechanych kilometrów : 
2 954 km

PRZYZNANE PUNKTY :
Moto - Turysta 2004 : 3 254 pkt  (300 + 2 954)
Krążownik Szos 2004 : 2 954 km

Data rozpoczęcia wyprawy : 08.04.2004
Data zakończenia wyprawy : 12.04.2004
Data nadesłania relacji : 19.04.2004

OPIS TRASY WYPRAWY : 
Radom
(miejsce zamieszkania)
Libramont -Belgia
(punkt docelowy wyprawy)
/szczegóły opisu w relacji/ 

Zawsze w okresie Świąt Wielkiej Nocy w Belgii odbywa się rozpoczęcie sezonu motocyklowego, 
Europejskiej Federacji Gold Winga. Jako, że dosiadam motocykl tej marki, postanowiłem mimo protestów rodziny, spędzić tegoroczne Święta poza domem. 
Wraz z kolegą Edwinem, na ładnym żółtym GL 1800,  
8 kwietnia o 6 rano wyruszyliśmy w kierunku zachodniej granicy.

 

Do Piotrkowa rzucało żabami, dodatkowo zalało mi prawą stronę silnika, do tego stopnia, że musiałem poprzez plastyki dotrzeć do świec i troszkę je oczyścić, bowiem na trzech cylindrach silnik pracuje "nieco" nierówno. Za Piotrkowem przestało padać i nawet nieśmiało zaczęło pokazywać się słoneczko. Taka pogodę mięliśmy do Zgorzelca, gdzie czekali na nas Ula ze Zbyszkiem i Piotrek "listonosz" z Asią na GL 1800. 
Pogoda w Niemczech zróżnicowana. Było słonce, deszcz a nawet grad, dzięki któremu jazda autostradą nie była monotonna. Z Edwinem nocowałem u mojej szwagierki pod Frankfurtem, którą korzystając z okazji pozdrawiam. Nasi Towarzysze podróży pomknęli dalej i spali w Luksemburgu. 
Na drugi dzień, w słonecznych promieniach dojechaliśmy na miejsce tzn. do miejscowości Libramont.

Cała impreza została zorganizowana w potężnej hali sportowej, w której znajdowała się scena, oraz były zlokalizowane stoiska z akcesoriami do motocykli. Nie zabrakło również miejsca dla spragnionych tańca motocyklistów. Mimo obszerności pomieszczenia,  było w nim bardzo ciepło i przyjemnie  - czego nie można było powiedzieć o zewnętrznych warunkach, gdzie w nocy temperatura spadała do zera stopni. 
My - jak na twardzieli przystało, nocowaliśmy w namiotach – „ząb na ząb nie trafiał” – tak było zimno. 
W sobotę zorganizowano wspólny wyjazd do miejscowości Bastogne. Miłe kolorowe miasteczko z dużą ilością pamiątek po drugiej wojnie światowej. Walczyły tam wojska amerykańskie pod dowództwem gen. Pattona, któremu mieszkańcy ufundowali okazały pomnik w centrum miasta.

 
Co wieczór odbywały się oczywiście tańce przy muzyce "żywej" i mechanicznej, złotego płynu tez nie brakowało. 
Na 14 państw zajęliśmy grupowo 10 miejsce. Z Polski zrejestrowały się załogi 5-ciu motocykli. Nagrodę zatrzymał jako najstarszy i najbardziej wytrwały  z naszej grupy, kolega Edwin. 

W poniedziałek o godzinie ósmej rano wyjechaliśmy w kierunku Polski i ok. pierwszej  w nocy, po przejechaniu 1400 km, byłem w Radomiu. Pogodę w drodze powrotnej mieliśmy bez zarzuty - tyle tylko, że w nocy odczuwalny był duży chłód.
 W sumie przejechałem 2954 km.

Z pozdrowieniami

Grześ  - 017