|
RELACJA
Z MOTOCYKLOWEJ WYPRAWY
|
|

Motocyklistom
towarzyszyły niebieskie
balony ...
/zdjęcie
dokumentujące fakt odbycia wyprawy/
|
|
Tytuł
wyprawy :
IV
Międzynarodowy Zlot H-D
"POWERSTATION 2004"
10-13
czerwca - Sopot
Organizator
imprezy :
"Joker
H-D Club" - Gdańsk
Uczestnik wyprawy :
Piotr - Turysta nr 050
Krążownik Szos :
Yamaha Wild Star - Kr. Sz. nr 051
Ilość przejechanych kilometrów :
881 km
|
|
Korzystając
z okazji, że w dniach 10.06-13.06
w Sopocie odbywał się IV Międzynarodowy Zlot Harleya - Davidsona,
zdecydowaliśmy się na wyjazd do tego miasta i wizytę na imprezie.
Niestety jak
zwykle były problemy z uzyskaniem wolnego w dniu 11.06 i zamiast
pobytu od początku imprezy, byliśmy zmuszeni wyjechać ze stolicy
dopiero w piątek po południu. Reszta
grupy wyjechała już w czwartek, i to zarówno koledzy klubowi z
CYC-a jak i towarzysze podróży
w drodze powrotnej.
|
|
PRZYZNANE
PUNKTY :
Moto - Turysta 2004 : 1 181 pkt (300 + 881)
Krążownik Szos 2004 : 881 km
|
|
Data
rozpoczęcia wyprawy : 11.06.2004
Data
zakończenia wyprawy : 13.06.2004
Data nadesłania relacji : 15.06.2004
|
|
OPIS
TRASY WYPRAWY :
Józefów k/Warszawy (miejsce zamieszkania)
Sopot -zlot (punkt docelowy wyprawy)
Józefów
k/Warszawy (miejsce zamieszkania)
/szczegóły w opisie/
|
|
|

TO MOI TOWARZYSZE
PODRÓŻY ...
|
|
Jak
już wspominałem na początku, zlot miał być tylko
pretekstem do tego, aby wybrać się na przejażdżkę nad morze.
Startujemy z W-wy w piątek o godzinie 16:00 spod hali Mirowskiej.
Ponieważ ruch jest mały do Łomianek docieramy w piętnaście
minut i dalej podążamy drogą na Gdańsk. Początkowo planowaliśmy
jazdę nieco inną trasą, ale ze względu na porę wyjazdu
zdecydowaliśmy się wybrać jak najprostszą drogę. Póki, co
warunki do jazdy są optymalne tzn. ok. 24ºC i niewielki wiatr.
Sprawnie nawijamy kolejne kilometry, choć od czasu do czasu drogę
blokują ciężarówki, ale póki, co średnia nie wypada wcale źle.
Pierwszy
postój robimy po ok. 100 km i pijemy kawę. I tak docieramy do Mławy,
gdzie trafiamy na mokry asfalt a na niebie pojawiają się czarne
chmury i robi się nieco chłodniej. Krótki postój na poboczu
drogi -ubieramy deszczówki i jedziemy dalej. Mijamy Nidzicę,
Grunwald i stajemy na posiłek w zajeździe „Tokaj”.
Jemy, co nieco (całkiem smacznie) i po ok. godzinie ruszamy dalej.
Niestety
nad nami gromadzi się coraz więcej chmur i ok. 15 km przed Ostródą
zaczyna lać i rozpoczyna się regularna burza. Pioruny walą jak
oszalałe, a na jezdni tworzą się spore kałuże wody. Mocno
zwalniamy i jadąc w tempie ok. 60 km/h docieramy do stacji BP w
Ostródzie. Stawiamy motor pod dachem a sami chowamy się do środka.
Spotykamy załogę innej Yamahy, która znalazła też schronienie
na tej stacji. Rozmawiamy, pijemy kawę, herbatę, jemy jakieś słodycze
i decydujemy się czekać do 21:00 a jeżeli będzie nadal padać
zanocujemy gdzieś w mieście. O dziewiątej nadal pada, ale na
zachodzie niebo nieco jaśnieje a po ok. 15 minutach deszcz
zdecydowanie się zmniejsza. Tak, więc po ok. 2-ch godzinach
postoju ruszamy w dalszą drogę i jedziemy w dwa motocykle gdyż
poznani motonici też zdążają zlot. Ponieważ ciągle jeszcze
pada a jezdnia jest mocno mokra nie forsujemy mocnego tempa jazdy.
Po pewnym czasie deszcz się uspakaja a my jedziemy dalej.
|
|
Droga
przebiega spokojnie aż do momentu, gdy zbliżam się do malucha i włączam
migacz zabierając się do wyprzedzania. Oczywiście kierowca tego
bolida w tym momencie wpada na genialny pomysł skrętu w lewo.
Ponieważ mam jeszcze trochę miejsca szybko zastanawiam się, z której
strony omijać dumę polskiej motoryzacji i decyduję się zrobić
to z prawej strony. Manewr nie jest gwałtowny a to ze względu na
śliską nawierzchnię, ale mimo wszystko się udaje. Jednocześnie
trąbię na idiotę „serdecznie”
go pozdrawiając ...
I tak mijamy Elbląg docierając do objazdu, którym podążamy do
Pruszcza i wjeżdżamy na obwodnicę Gdańską.
|
|

W naszym hotelu czas zatrzymał się
gdzieś ok. 1962 roku ...
|
Jedziemy
już po suchej nawierzchni i kierujemy się do zjazdu na Gdynię
centrum. W końcu jest a więc zjeżdżamy z obwodnicy i podążamy
w kierunku na Orłowo, gdzie mamy zarezerwowany pokój i gdzie
od czwartku przebywa reszta ekipy.
Na miejsce docieramy około północy. Szybko rozpakowujemy bagaże
i wędrujemy spać. Niestety, napotykamy na problem jakim jest brak
ciepłej wody. Podobno o tej porze nigdy jej nie ma a jest to
spowodowane archaicznym systemem jej ogrzewania bądź oszczędnościami
kierownictwa obiektu, a może jedno i drugie razem wzięte. Zresztą
wystarczy popatrzyć na tablicę umieszczoną w holu aby się
przekonać, że czas zatrzymał się tu w miejscu - gdzieś w
okolicach 1962 roku !
Jakoś sobie jednak radzimy i wędrujemy spać tym bardziej, że śniadanie
jest o godzinie 9-tej.
|
|
Rano
pobudka o ósmej, kąpiel w ciepłej wodzie, a później chwila
odpoczynku po śniadaniu i wyjeżdżamy na zlot, ale najpierw po
drodze zahaczamy o stację Shella gdzie myjemy motocykl nieźle
brudny po wczorajszej jeździe w burzy. Na teren zlotu trafiamy ok.
12-tej a na początek musimy uiścić po 80 zł od osoby (bez
komentarza) aby móc wjechać na teren gdzie królują maszyny spod
znaku HD. Tak, więc lżejsi o 160 zł a za to bogatsi w koszulki
oraz znaczki wjeżdżamy i poszukujemy kolegów klubowych, a więc
członków CYC-a.
Znajdujemy
ich całkiem szybko a to dzięki bannerowi, który jest rozpięty
nad namiotami.
Po przywitaniu i krótkiej rozmowie, już na piechotę ruszamy
dalej, aby przyjrzeć się motocyklom
i organizacji zlotu.
|

Jak na POWERSTATION przystało,
mocy na zlocie nie brakowało ...
|
|
Czas
mamy, do 13 : 30 czyli do godziny, kiedy to wszyscy chętni mają
wyruszyć na paradę, która przejedzie ulicami trójmiasta. Parada
startuje z około 30 minutowym opóźnieniem i najpierw jedziemy do
Gdyni. Po drodze przechodnie, którzy nas pozdrawiają a w miarę
zbliżania się do miejsca pierwszego postoju całej kawalkady -
skweru Kościuszki - coraz więcej widzów a wkrótce jedziemy w gęstym
ich szpalerze. Atmosfera jest super a rozpiętość wiekowa ludzi,
którzy przyszli na to popatrzeć ogromna.
Także na trasie przejazdu widzowie nie raz reagują
w sposób bardzo entuzjastyczny na nasze
ich pozdrawianie.
|

Rozmawiamy z kobietą, tak na oko w wieku
ok. sześćdziesiąt parę lat, skarżącą się na to,
że podana w lokalnej prasie trasa przejazdu była nieco inna niż w
rzeczywistości
i wiele osób nadaremnie oczekiwało na nasz przejazd.
|
|
Zaczynają
się zaplanowane przez organizatorów występy a także pokazy jazdy
na motocyklach i quadach. My w tym czasie wałęsamy się po terenie
oglądając kolejne motocykle i oczywiście robiąc zdjęcia.
Co poniektórzy korzystając z okazji mają swoje 5-minut paląc gumę,
co zresztą budzi duży aplauz wśród publiki. Zresztą wystarczy
popatrzeć na zdjęcia żeby przekonać się jak dużo ludzi
odwiedziło miejsce postoju uczestników parady.
Po
ok. 1,5 godziny kawalkada podąża dalej – jedziemy na molo
Sopockie. Tam kolejny postój, kolejny raz tłumy widzów i kolejne
pokazy oraz zawody dla uczestników zlotu. W tym czasie udaje nam się
zjeść obiad, choć nie było to wcale łatwe a to ze względu na
fakt, że we wszystkich jadłodajniach brakowało wolnych miejsc.
Jemy całkiem przyzwoicie a po posiłku wracamy po motocykle i
jedziemy do hotelu.
Po drodze robimy małe zakupy a później chwila odpoczynku na molu
w Orłowie. Około 20-tej udajemy się ponownie na teren zlotu gdzie
przyglądamy się wyborom najładniejszego Harleya i spotykamy się
z klubowiczami. Ponieważ niedzielny wyjazd planujemy zaraz po śniadaniu,
a więc około 10-tej rano, po dwóch godzinach opuszczamy teren
zlotu i wracamy do hotelu. Dzielimy się wrażeniami z resztą ekipy
i podążamy spać gdyż jesteśmy nieźle zmęczeni po dniu pełnym
wrażeń.
|

Polecam wszystkim zajazd w miejscowości
Ostrzyce,
- świetne jedzenie ...
|
Niedzielna
pobudka o ósmej, później śniadanie, chwila odpoczynku i pora się
pakować oraz ruszać
w drogę. Wyruszamy w cztery motocykle około 10:30 i podążamy
zupełnie inną trasą niż ta, którą przyjechaliśmy. Kierujemy
się na Żukowo i Kartuzy
a dalej Zawory i Brodnicę, aby w końcu dotrzeć do Ostrzyc gdzie
mamy pierwszy postój.
Miejscowość malowniczo położona nad jeziorem Ostrzyckim i rzeką
Radunią z niego wypływającą. Polecam wszystkim zajazd mieszczący
się po prawej stronie, zaraz po wjeździe do tej miejscowości, na
dole skarpy. Świetne jedzenie (niestety, dla nas było jeszcze za
wcześnie na obiad) oraz chleb i bułki własnego wypieku. A więc
pijemy kawę, herbatę, jemy jakieś ciastka i świeżo wypieczone
bułeczki, kupujemy po chlebie i po ok. godzinie ruszamy w dalszą
drogę, która prowadzi poprzez : Stężycie, Kościerzynę, Zalewo,
Skórcz i Warlubie, gdzie wjeżdżamy na „jedynkę”.
|
|
Wcześniej
tankujemy motocykle spotykając na stacji uczestników zlotu -dwie
trajki i dwa motocykle jadące też do domu ale w nieco innym
kierunku niż my ...
Tu dopiero zaczyna się ruch a my całkiem sprawnie podążamy w
kierunku Świecia.
Niestety,
gdzieś w okolicach Grupy trafiamy na poważny wypadek z udziałem
motocyklisty, który wydarzył się kilkadziesiąt sekund przed
naszym przejazdem. Stajemy na poboczu i bierzemy udział w akcji
ratunkowej. Wygląda to wszystko strasznie, ktoś od nas dzwoni na
pogotowie i pomagamy ratować motocyklistę. Całkiem szybko pojawia
się policja, straż pożarna a po chwili także pogotowie.
Zbieramy się, więc do dalszej drogi.
Docieramy,
do Świecia i dalej kierujemy się do Chełmna a później bocznymi
drogami na Kowalewo Pomorskie, Golub Dobrzyń i Rypin, w którym
odbijamy na Sierpc. Boczne drogi są puste, a tłok zaczyna się
dopiero po dojechaniu do drogi nr 10 a więc prowadzącej z Torunia
do W-wy. Nie dość, że ruch jest naprawdę duży to jazdę
utrudniają jeszcze głębokie koleiny. Parę kilometrów za
Sierpcem robimy sobie postój i jemy nareszcie obiad oraz nieco
odpoczywamy po kilku godzinach jazdy a jest ok. 17-tej. Po
godzinie ruszamy dalej i jedziemy w niezłym już o tej porze tłoku.
Tak docieramy do Płońska gdzie wyjeżdżamy na szosę Gdańską i
w nadal sporym ruchu, ale już po dwóch pasach, podążamy w stronę
stolicy. Idzie to całkiem sprawnie a nasi towarzysze podróży po
kolei odłączają się od nas skręcając w stronę Kampinosu i
dalej na skróty do Piastowa. My całkiem szybko przebijamy się
poprzez Łomianki i wjeżdżamy do W-wy kierując się w stronę
trasy Toruńskiej, którą docieramy na Ochotę a później na Służewiec
gdzie zostawiamy motocykl.
|
|
Jest
godzina 20:00 a więc spędziliśmy w trasie około 9,5 godziny.
Szkoda, że tego czasu było tak mało, bo po drodze było wiele
ciekawych miejsc wartych obejrzenia ( np. Wieżyca, zamek Kliszewski,
Golub Dobrzyń, Chełmno itd.). Jest więc okazja aby zorganizować
kolejną wyprawę i odwiedzić te miejsca bo naprawdę są tego
warte.
Łącznie
przejechaliśmy ok. 880 km. Pogoda w drodze powrotnej była idealna,
temperatura ok. 20 stopni i wiał lekki wiatr. Spodziewałem się
nieco większego ruchu szczególnie w niedzielę, ale wydaje się,
że wysoka cena benzyny skutecznie ten ruch ograniczyła. Wyjazd,
choć w sumie krótki, to jednak całkiem udany ale i męczący a to
ze względu na ilość czasu jaką spędziliśmy w siodle motocykla
przez te trzy dni.
Przed
nami jeszcze trochę lata i być może kolejne wyprawy w nieznane.
Pozdrawiam,
PIOTR (M-T nr 050)
>>
ZAPRASZAM DO OBEJRZENIA FOTEK Z
POWERSTATION <<
|
|