III Edycja Rankingów :

Moto-Turysta Roku 2006  *   Krążownik Szos 2006  * 01.04.2006 - 01.10.2006

 
   
 

RELACJA Z MOTOCYKLOWEJ WYPRAWY
nr 074 / 2006 / TURYSTYCZNE WOJAŻE

   

Tytuł wyprawy :
Wiatr we włosach...
 

Uczestnik wyprawy / Kierowca : 
Paweł vel MoTur 
(Moto-Turysta 001)
Krążownik Szos : 
Kawasaki KZ 1100A (Krążownik Szos 001)
Przejechany dystans: 
161 km

DATA  WYPRAWY :
data rozpoczęcia: 17 lutego 2007
(wyprawa jednodniowa)
data nadesłania relacji: 18 lutego 2007

OPIS TRASY WYPRAWY :
Ostrów Wlkp.
 /miejsce zamieszkania/
Sobótka /punkt docelowy wyprawy/
Ostrów Wlkp. 
/miejsce zamieszkania/

PRZYZNANE  PUNKTY :
Relacja nadesłana poza konkursem

          
    
  Zdopingowany wypowiedzią Markusa (M-T 042), na forum dyskusyjnym w dniu 14.02.2007, postanowiłem nie czekać do wiosny, tylko natychmiast wyruszyć na mini wyprawę.


Przed pałacem w Sobótce
fotografia dokumentująca odbycie wyprawy


     Jeszcze do niedawna częściej fundowałem sobie takie jesienno - zimowe wycieczki, jednak od czasu kiedy poznałem moją Lilkę, coraz trudniej jest się wybrać na zimową przejażdżkę. Co zrobić, martwi się Lulianeczka o Pawełka i jego zdrówko... Z drugiej jednak strony dbać trzeba o zdrowie, by za parę lat dalej można było cieszyć się z jazdy motocyklem.
     Pamiętam jak dziś jedną z moich pierwszych zimowych tras: Ostrów - Gorzyce, kiedy to policjant zatrzymał naszą ekipę do kontroli. Był to styczeń, miałem wówczas 18 lat i "pięknego inaczej" Junaka (czytaj: przerobionego na choppera z laćkiem od skarpety). Pan policjant zażyczył sobie od każdego z nas następujących dokumentów: prawo jazdy, dowód rejestracyjny, ubezpieczenie i zaświadczenie od lekarza...
Trochę byliśmy wszyscy zestresowani, bo nasze maszyny delikatnie mówiąc, nigdy nie spełniały wymagań technicznych. Wiadomo szpanerski hałas musiał być, a udoskonalenia techniczne związane z różnego typu przeróbkami, także pozostawiały wiele do życzenia.
Martwiąc się o dalszy los naszych dowodów rejestracyjnych nie przywiązaliśmy zbytniej wagi do żądanych zaświadczeń od lekarza. Temat jednak powrócił, gdy Pan Władza, ponownie zapytał o owe zaświadczenia.
Pewnie jakieś nowe przepisy -pomyśleliśmy
O co chodzi z tymi zaświadczeniami? -pytamy twardo
Jak to o co ! -stanowczym głosem odpowiada policjant
Przecież tylko idioci zimą na motorach mogą jeździć -dodał żartobliwie
Popatrzeliśmy z politowaniem na siebie i zamarzające wodospady z naszych nosów, a później tylko śmiech. Mandatów nie było!
Dosyć wspomnień, wracajmy do wyprawy...

Argumentów mobilizujących do wyruszenia na małą przejażdżkę było kilka:
1. Prowokacja Markusa na forum dyskusyjnym.
2. Piękna słoneczna pogoda.
3. Perspektywa wspólnej przejażdżki z kumplem, który niedawno kupił V-maxa.
4. Wieczorna impreza motocyklowa i spotkanie przyjaciół z dawnego klubu HADES.
               Sami powiedźcie - jak tu nie jechać...

     Przy okazji w imieniu Bogdana i swoim własnym, składam jeszcze raz podziękowania dla Henia vel OKP (M-T 107), który wybadał temat namierzonego wcześniej V-maxa. Dzięki Heniowi mogliśmy śmiało podążać do Chorzowa po piękną Yamahę V-max, rocznik 2002.
Heniu -jak tylko Bogdan wróci z Holandii z zarobioną kasą na paliwo, meldujemy się z flaszeczką...

     Co do trasy wyprawy, to wiodła ona głównie małymi miasteczkami i wioskami położonymi dookoła naszego miasta Ostrowa Wlkp. Bogdan choć doświadczony motocyklista, bardzo delikatnie rozpracowywał możliwości swojej nowej maszyny. Poprzednio jeździł na Suzuki VX800, czyli porównując -obecnie dosiada prawdziwego potwora.
    Krótki postój zrobiliśmy sobie na terenie pałacu w Sobótce. Przez tą miejscowość przejeżdżała nasza parada motocyklowa podczas II Zlotu Moto-Turystów. Pałac von Stieglerów z lat 1898-1899, zawsze bardzo mnie fascynował. Zawsze?
Właściwie od kilku lat, kiedy się dowiedziałem o jego istnieniu. Możecie nie wierzyć, ale pytając mieszkańców Ostrowa, Kalisza, Pleszewa, o pałac w Sobótce, większość nie będzie wiedziała o jaki obiekt chodzi, lub odpowie "a coś tam takiego chyba jest". Pałac jest jakby schowany w pięknym parku, nikt go nie reklamuje, nie opisuje, nic tam się nie dzieje, jest spokój, niewielu zwiedzających (a raczej mieszkańców Sobótki) kręci się wokół niego. Właścicielem obiektu jest Spółka Hodowli Roślin i z pewnością to jej pracownikom zawdzięczamy piękny i zadbany park wokół pałacu.

Stan zewnętrznych elewacji pozostawia wiele do życzenia.

W pałacowych wnętrzach nigdy jeszcze nie byłem, pewnie trzeba byłoby przyjechać w godzinach pracy urzędników, tj. w dni powszednie od 7.00 do 15.00. Swoją drogą chyba fajnie jest być prezesem spółki w takich wnętrzach.
    Lubię tu przyjeżdżać każdą porą roku, bo zawsze pałac wygląda inaczej. To nie jakieś czary tylko sprawa bluszczu, który pnie się po pałacowych murach.

   Po pierwszej wizycie w tym magicznym miejscu, miałem za złe wszystkim włodarzom Sobótki i właścicielom obiektu, że nie ściągają tu turystów, nie udostępniają wnętrz do zwiedzania, itp. Byłem w błędzie...
Należy im dziękować, że uchronili tak piękne miejsce od komercji, parasolek Coca-Cola i panów w mercedesach. Nawet wyjeżdżając do Sobótki w piękne letnie popołudnie, zawsze będzie tam na mnie czekała pusta ławka obok pałacowego stawu, cisza, zadbany park.
Oby więcej takich miejsc było nam dane odkrywać i cieszyć się nimi...

    Obok pałacu jest piękny kościół i wiele ciekawych zabudowań. Wszystkich zainteresowanych odsyłam do przeczytania opisu i obejrzenia pięknych zdjęć z Sobótki:

kliknij tutaj > SOBÓTKA < kliknij tutaj
 

    Czas w drogę krętymi wiejskimi dróżkami. Były próby przyspieszenia Yamahy V-max i Kawasaki Kz, co ciekawe między datą produkcji naszych Krążowników Szos, jest dokładnie 20 lat różnicy. Może o mocy nie będę pisał, ale za to mój ma większy (normalny) bak na paliwo do turystyki. Kilka dni później Bogdan poznał słabość i łakomstwo swojego motocykla, prosząc żonę o pilną dostawę benzyny.
Czas upływał dość szybko i nawet niewiadomo kiedy dookoła zrobiło się dość szaro. Nie! To nie koniec naszej wyprawy...
    O godzinie 17.00, miała miejsce inauguracja wystawy organizowanej przez Automobilklub Ostrowski, pt. "Wiatr we włosach, czyli Harley-e i kabriolety". Od tego czasu, przez dwa tygodnie każdy mógł bezpłatnie oglądać cacka, które zgromadzono w holu Ostrowskiego Centrum Kultury.


W Porsche czułem się dobrze...

     Troszkę pomagałem przy organizacji wystawy i dlatego pozwolono mi wystawić kilka gadżetów naszego portalu.


Dostałem instruktaż aby nie eksponować motocykli japońskich

     Spore zainteresowanie wzbudzał kącik naszego dawnego Klubu Hades. Ludziska pamiętają nasze dawne zloty z lat dziewięćdziesiątych, kiedy to do Ostrowa przyjeżdżało po 500 motocykli.


Ponad 10 lat temu spontanicznie zarejestrowaliśmy
Stowarzyszenie Miłośników Motocykli Ciężkich i Weteranów HADES
 

    Zorganizowana wystawa to przede wszystkim dobra okazja do odświeżenia starych motocyklowych znajomości. Pozwolę sobie tylko przedstawić dwóch kumpli -niektórzy z Was ich znają...
 

Zbyszek Niemiec
-współorganizator II Zlotu M-T w Ostrowie Wlkp.
-prezes byłego Stowarzyszenia Hades

Rysiu Nitzke
-jeden z konstruktorów motocykla Munch Mamut,
który przez jakiś czas był produkowany w Ostrowie,
-na zdjęciu przy swojej trajce

   
    Gdy już zwiedzający opuścili wystawę, rozpoczęła się część imprezy nieco mniej oficjalna. Oglądaliśmy filmy z naszych starych zlotów i wojaży, było piwko, itd. Na zakończenie imprezki "padła" skarbona na ratowanie zabytków, które może i dla oka fajne są, ale do dalekiej turystyki nie bardzo...


Na takich blaszakach to my zabytków nie uratujemy...
 


   Na koniec jeszcze niespodzianka. O godzinie 19.00, czyli dwie godziny po otwarciu naszej wystawy, tuż za drzwiami miał koncert Krzysztof Krawczyk. Jakże by Pan Krzysztof mógł przejść obojętnie obok pięknych motocykli, samochodów i dziewczyn.

Krzysztof Krawczyk, to równy gość -podał rękę, porozmawiał i dał nam autograf.


Droga z imprezy do domu była długa, ale już pieszo przebyta...

 

>zapraszam do obejrzenia zdjęć z wyprawy i wystawy<
 


Pozdrawiam

Paweł
(M-T 001)