|
Jeszcze do niedawna częściej fundowałem sobie
takie jesienno - zimowe wycieczki, jednak od czasu kiedy poznałem
moją Lilkę, coraz trudniej jest się wybrać na zimową przejażdżkę. Co
zrobić, martwi się Lulianeczka o Pawełka i jego zdrówko... Z drugiej
jednak strony dbać trzeba o zdrowie, by za parę lat dalej można było
cieszyć się z jazdy motocyklem.
Pamiętam jak dziś jedną z moich pierwszych zimowych
tras: Ostrów - Gorzyce, kiedy to policjant zatrzymał naszą ekipę do
kontroli. Był to styczeń, miałem wówczas 18 lat i "pięknego inaczej"
Junaka (czytaj: przerobionego na choppera z laćkiem od skarpety).
Pan policjant zażyczył sobie od każdego z nas następujących
dokumentów: prawo jazdy, dowód rejestracyjny, ubezpieczenie i
zaświadczenie od lekarza...
Trochę byliśmy wszyscy zestresowani, bo nasze maszyny delikatnie
mówiąc, nigdy nie spełniały wymagań technicznych. Wiadomo szpanerski
hałas musiał być, a udoskonalenia techniczne związane z różnego typu
przeróbkami, także pozostawiały wiele do życzenia.
Martwiąc się o dalszy los naszych dowodów rejestracyjnych nie
przywiązaliśmy zbytniej wagi do żądanych zaświadczeń od lekarza.
Temat jednak powrócił, gdy Pan Władza, ponownie zapytał o owe
zaświadczenia.
Pewnie jakieś nowe przepisy -pomyśleliśmy
O co chodzi z tymi zaświadczeniami? -pytamy twardo
Jak to o co ! -stanowczym głosem odpowiada policjant
Przecież tylko idioci zimą na motorach mogą jeździć -dodał
żartobliwie
Popatrzeliśmy z politowaniem na siebie i zamarzające wodospady z
naszych nosów, a później tylko śmiech. Mandatów nie było!
Dosyć wspomnień, wracajmy do wyprawy...

Argumentów mobilizujących do wyruszenia na małą
przejażdżkę
było kilka:
1. Prowokacja Markusa na forum dyskusyjnym.
2. Piękna słoneczna pogoda.
3. Perspektywa wspólnej przejażdżki z kumplem, który niedawno
kupił V-maxa.
4. Wieczorna impreza motocyklowa i spotkanie przyjaciół z
dawnego klubu HADES.
Sami powiedźcie - jak tu nie jechać...
Przy okazji w imieniu Bogdana i swoim własnym, składam jeszcze raz
podziękowania dla Henia vel OKP (M-T 107), który wybadał temat
namierzonego wcześniej V-maxa. Dzięki Heniowi mogliśmy śmiało
podążać do Chorzowa po piękną Yamahę V-max, rocznik 2002.
Heniu -jak tylko Bogdan wróci z Holandii z zarobioną kasą na paliwo,
meldujemy się z flaszeczką...

Co do trasy wyprawy, to wiodła ona głównie małymi miasteczkami i
wioskami położonymi dookoła naszego miasta Ostrowa Wlkp. Bogdan choć
doświadczony motocyklista, bardzo delikatnie rozpracowywał
możliwości swojej nowej maszyny. Poprzednio jeździł na Suzuki VX800, czyli porównując
-obecnie dosiada prawdziwego potwora.
Krótki postój zrobiliśmy sobie na terenie pałacu w Sobótce.
Przez tą miejscowość przejeżdżała nasza parada motocyklowa podczas
II Zlotu Moto-Turystów. Pałac von Stieglerów z lat 1898-1899, zawsze
bardzo mnie fascynował. Zawsze?
Właściwie od kilku lat, kiedy się dowiedziałem o jego istnieniu.
Możecie nie wierzyć, ale pytając mieszkańców Ostrowa, Kalisza,
Pleszewa, o pałac w Sobótce, większość nie będzie wiedziała o jaki
obiekt chodzi, lub odpowie "a coś tam takiego chyba jest". Pałac
jest jakby schowany w pięknym parku, nikt go nie reklamuje, nie
opisuje, nic tam się nie dzieje, jest spokój, niewielu zwiedzających
(a raczej mieszkańców Sobótki) kręci się wokół niego. Właścicielem obiektu
jest Spółka Hodowli Roślin i z pewnością to jej pracownikom
zawdzięczamy piękny i zadbany park wokół pałacu.

Stan
zewnętrznych elewacji pozostawia wiele do życzenia.

W
pałacowych wnętrzach nigdy jeszcze nie byłem, pewnie trzeba byłoby
przyjechać w godzinach pracy urzędników, tj. w dni powszednie od
7.00 do 15.00. Swoją drogą chyba fajnie jest być prezesem spółki w
takich wnętrzach.
Lubię tu przyjeżdżać każdą porą roku, bo zawsze pałac wygląda
inaczej. To nie jakieś czary tylko sprawa bluszczu, który pnie się
po pałacowych murach. |
|
Po pierwszej wizycie w tym magicznym miejscu, miałem za złe
wszystkim włodarzom Sobótki i właścicielom obiektu, że nie ściągają
tu turystów, nie udostępniają wnętrz do zwiedzania, itp. Byłem w
błędzie...
Należy im dziękować, że uchronili tak piękne miejsce od komercji,
parasolek Coca-Cola i panów w mercedesach. Nawet wyjeżdżając do
Sobótki w piękne letnie popołudnie, zawsze będzie tam na mnie
czekała pusta ławka obok pałacowego stawu, cisza, zadbany
park.
Oby więcej takich miejsc było nam dane odkrywać i cieszyć się
nimi... |
 |
|
Czas w drogę krętymi wiejskimi dróżkami. Były próby przyspieszenia
Yamahy V-max i Kawasaki Kz, co ciekawe między datą produkcji naszych
Krążowników Szos, jest dokładnie 20 lat różnicy. Może o mocy nie
będę pisał, ale za to mój ma większy (normalny) bak na paliwo do
turystyki. Kilka dni później Bogdan poznał słabość i łakomstwo
swojego motocykla, prosząc żonę o pilną dostawę benzyny.
Czas upływał dość szybko i nawet niewiadomo kiedy dookoła zrobiło
się dość szaro. Nie! To nie koniec naszej wyprawy...
O godzinie 17.00, miała miejsce inauguracja wystawy
organizowanej przez Automobilklub Ostrowski, pt. "Wiatr we włosach,
czyli Harley-e i kabriolety". Od tego czasu, przez dwa tygodnie każdy
mógł bezpłatnie oglądać cacka, które zgromadzono w holu Ostrowskiego
Centrum Kultury.

W Porsche czułem się dobrze...
Troszkę pomagałem przy organizacji wystawy i dlatego pozwolono mi
wystawić kilka gadżetów naszego portalu.

Dostałem instruktaż aby nie eksponować
motocykli japońskich
Spore zainteresowanie wzbudzał kącik naszego dawnego Klubu Hades.
Ludziska pamiętają nasze dawne zloty z lat dziewięćdziesiątych,
kiedy to do Ostrowa przyjeżdżało po 500 motocykli.

Ponad 10 lat temu spontanicznie
zarejestrowaliśmy
Stowarzyszenie Miłośników Motocykli Ciężkich i Weteranów HADES
Zorganizowana wystawa to przede wszystkim dobra okazja do
odświeżenia starych motocyklowych znajomości. Pozwolę sobie tylko
przedstawić dwóch kumpli -niektórzy z Was ich znają...
|
|
Gdy już zwiedzający opuścili wystawę, rozpoczęła się część
imprezy nieco mniej oficjalna. Oglądaliśmy filmy z naszych starych
zlotów i wojaży, było piwko, itd. Na zakończenie imprezki "padła"
skarbona na ratowanie zabytków, które może i dla oka fajne są, ale
do dalekiej turystyki nie bardzo...

Na takich blaszakach to my zabytków nie
uratujemy...
|
|
Na koniec jeszcze niespodzianka. O godzinie 19.00, czyli dwie
godziny po otwarciu naszej wystawy, tuż za drzwiami miał koncert
Krzysztof Krawczyk. Jakże by Pan Krzysztof mógł przejść obojętnie obok
pięknych motocykli, samochodów i dziewczyn.

Krzysztof
Krawczyk, to równy gość -podał rękę, porozmawiał i dał nam autograf.

Droga z
imprezy do domu była długa, ale już pieszo przebyta...
|