III Edycja Rankingów :

Moto-Turysta Roku 2006  *   Krążownik Szos 2006  * 01.04.2006 - 01.10.2006

 
   
 

RELACJA Z MOTOCYKLOWEJ WYPRAWY
nr 072 / 2006 / TURYSTYCZNE WOJAŻE

   


Tytuł wyprawy  :
Le... Lo... Le...
     Leszno - Londyn - Leszno

Uczestnik wyprawy / Kierowca  : 
Jacek vel Set (M-T 092)
Krążownik Szos : 
Honda ST 1100 Pan European
Ilość przejechanych kilometrów : 
3 813 km

 

DATA  WYPRAWY :
Wyjazd i osiągniecie celu: 20 sierpnia 2006 r.
Powrót i zamieszkanie we własnym domu:
24 września 2006 r.
data nadesłania relacji : 20.10.2006

OPIS TRASY WYPRAWY :
Leszno /miejsce zamieszkania/
Londyn /punkt docelowy wyprawy/
Leszno
/miejsce zamieszkania/

PRZYZNANE  PUNKTY :
Moto-Turysta 2006 : 4213 pkt (300 + 3813)
Krążownik Szos 2006 : 3813 km


Bardzo ciężko jest ogarnąć w kilku zdaniach to co człowieczek, taki jak ja przeżywa w czasie jazdy motórem, a już na pewno bardzo trudno jest oddać klimat (ten wyjątkowy klimat) jaki wytwarza się w czasie podróżowania motórem.
Chyba kupię sobie dyktafon do rejestracji własnych myśli, które okazują się być bardzo ulotne, a w odpowiedniej chwili są bardzo trafne i czasami bardzo zabawne.
No tak, ale ja nie jestem kronikarzem tylko tym, który lubi oddychać wolnym powietrzem.
 

 

     
      Berlin osiągnąłem bardzo szybko, chwilę później przywitał mnie deszczyk. Długo się nie zastanawiam -zbyt często jest mi dane jeździć w deszczu i ubieram czym prędzej kondonową osłonę. Decyzja okazała się trafna. Do Calais towarzyszyły mi łzy aniołów, czasami anioły szły na kawkę i mogłem trochę przeschnąć. W Belgii na wysokości Antwerpii musiałem chować się pod mostem, bo widoczność w strugach przejeżdżających tirków spadła do przedniego koła.

  


      Polaków rozmowy w Dokach, bo czasu mieliśmy dużo, ponieważ wypadł jeden prom z rozkładu. Dover po ciemku i fruuu do Londynu. Motocyklem jest bardzo łatwo przyzwyczaić się do odwróconego filmu czyli jazdy na opak. To co normalnie służy za pas ruchu dla furmanek u Królowej jest dla pędzących. Ja poza tym podczepiłem się do grupki wracających z kontynentu motocyklistów. Ale po którymś rondzie na opak przejechanym musiałem się z nimi pożegnać. Naprawdę chciało mi się już spać.
Na autostradę wjechałem już bez towarzystwa. O zgrozo, ja pier.... i jeszcze kilka innych słów „cisło” mi się w wizjer mojego kasku, jak TIR mnie zaatakował. On chciał mnie zgnieść !!!
Jeszcze nigdy nic podobnego nie włączało się do ruchu z takim impetem z mojej lewej strony. Od tego momentu przestałem zgrywać chojraka i zacząłem jeździć bardzo grzecznie i rozważnie.

     W Londynie na Richmond spotkałem małżonkę prezesa, która wyskoczyła do mnie z auta na skrzyżowaniu. No i Prezes się też przywlókł, jak objechał rondo wielkości boiska piłkarskiego.
No i tak doszło do spotkania na szczycie. Sabina i Marcin wyjechali mi na przeciw. Całuski, oczywiście musiałem być mało wylewny, bo przecież Prezes patrzy.
Po 20 godzinach zasnąłem. Wszystkie mamusie chciałyby żeby ich dzieci tak zasypiały.

Taki miałem:
piękny sen...

> Triumph -galeria <


    Kilka dni później Pan Marcin Prezes pyta się mnie czy może pojadę z nimi na mały wypad do Szkocji. Ja stojąc jedna nogą już w bucie motocyklowym, odpowiedziałem, że nie po to tu przyjechałem. Dlaczego on nie naciskał ?

Ja zostałem w Londynie by zarobić na powrót.
> LONDYN -galeria <
I przez kilka dni miałem trochę czasu na....

 


W piątkowe wieczory po robocie na piwko do Ace Cafe. Piękne były to chwile !!!

        Ace Cafe London i okalający parking jest miejscem kultowym. Ta niezwykłość zrodziła się w połowie zeszłego stulecia.

Sama knajpa otwarta jest od lat trzydziestych. Ale to tam spotykali się Bikersi na swych, a może i pożyczonych Triumphach, Nortonach, Besach, itd. Japończycy temperowali dopiero ołówki, żeby móc później wykreślić np. takie cudeńko jak Honda CB750 Four. Grali The Kinks, The Beatles, Jimi Hendrix zajechał do Londynu. Led Zeppelin nagrywali pierwsze utwory, a na obwodnicy A406 tworzyła się historia w tle wszechobecnej muzyki.
Dziś i mi było dane być na „pianie” w Ace Cafe London.

W dzień również tam zaglądaliśmy...


Dziękuję za to Sabinie i Marcinowi !!! (M-T 082)
Jest jeszcze jeden koleś, dzięki któremu dzieje się tam tyle dobra, to:
- Kuba JoBa nr kartoteki M-T 120.

Jak widać Sabince już dziękuję, a tym dwóm jeszcze nie raz poleję.

> Ace Cafe London -galeria <

   
     Tak prawdę mówiąc to był cel tego wyjazdu. Ale ten cel nie do końca został osiągnięty ponieważ Ace Cafe jest organizatorem ZAMIESZANIA pod nazwą...

  

Pięknej niedzieli dnia pamiętnego 10 września wstajemy niewyspani, zmęczeni tygodniem ciężkiej pracy. Prezes - Pan Marcin chory, ja połamany jak stary dziad, Sabina zmęczona opiekowaniem się nami. Ale ja jadę...
Marcin ledwo dychający zakładając buty słyszy moje pytanie, a Ty dokąd ?
Co myślałeś, że cię samego puścimy!  No i pojechaliśmy do Brighton...

> Zlot w Brighton -galeria <

       Sam wjazd do Brighton zaczął się już w Londynie. A to za sprawą, motocykli, którymi zmierzali w jednym kierunku ludziska chcący zasmakować odrobinki tej „Kultowej Imprezy”. Ten nadmorski kurort przywitał nas trudnym wjazdem, dla mnie trudnym. Ponieważ z każdej strony motocykle jak pszczoły lecące do ula. Promenada wypełniała się w zawrotnym tempie, a ma możliwość pomieścić podobno 72 tyś. motórów. Chodniki nawet w parkach zamieniały się w parkingi dla motórków. Wjazd do Brighton zapadł w mojej pamięci na bardzo długo. Dlaczego ?
Koniecznie musicie sami to przeżyć.
Powrót w stronę Londynu to również coś co zapadło mi w pamięci jako coś niedopowiedzianego. Dlaczego ?
Może dlatego, że to dobre miejsce do spotkania z innymi Moto-Turystami.

Impreza cykliczna, więc możecie tego doświadczyć sami. Nie wpuszczam nikogo w maliny, ale angielskiej imprezy motocyklowej każdy powinien sam zasmakować.

    No i powoli zaczynam rozmyślać o powrocie na stały ląd. Jeszcze kilka krótkich wyjazdów. np. odwiedziłem znajomych w Bunbery i takie tam. A możecie mi uwierzyć, że na wyspach brytyjskich każdy z nas ma mnóstwo znajomych. Powoli Kaczory i podobni im będą musieli rozstawiać urny wyborcze za granicami naszej ojczyzny, bo tu na miejscu zabraknie elektoratu.

 

     Prom, szybki prom i wjeżdżam na prawy pas. Fantastyczne uczucie, dotarło to do mnie, kiedy dwóch Anglików po kawałku prostej zagubiło się przy wjeździe na rondo.
Trasa upływała szybko do momentu napotkania Policyjnego patrolu na motocyklach. Cztery motory konwojowały czarne limuzyny i trzy busy osobowe. Naturalnie zmierzali do Brukseli, spory kawałek naszych tras pokrywał się. Żeby mnie krew nie zalała zjechałem do benzyniarni. Ciężkie mają Belgowie życie z tyloma eurodeputowanymi, darmozjadami z czarnych limuzyn.
Holandia to jak mrugnięcie i już jej nie było. Nareszcie autostrada bez ograniczeń. Trochę podgonię, tak myślałem, a kilkanaście km prawym poboczem „koreczek” omijałem.
       Znajomi czekali na mnie w bardzo ciekawym miejscu. Warto odszukać w czasie weekendu przejeżdżając niedaleko, zatrzymać się; na jedzenie i serwowaną atmosferę motocyklową w niemieckim wydaniu.
Knajpa z historią -nazwa zobowiązuje ROUTE 67

  
 

 

Nocleg i mały serwis u przyjaciół w Niemczech. Pękła mi szyba na promie, trochę taśmy i jazda dalej. Ale w prywatnym serwisie Pan European The Family of Friends, wymieniłem szybę.


Nazajutrz po przepysznym śniadaniu odprowadzony przez moich przyjaciół, pognałem ku domowi.

 


Pozdrawiam,
Set (M-T 092)