III Edycja Rankingów :

Moto-Turysta Roku 2006  *   Krążownik Szos 2006  * 01.04.2006 - 01.10.2006

 
   
 

RELACJA Z MOTOCYKLOWEJ WYPRAWY
nr 063 / 2006 / TURYSTYCZNE  WOJAŻE

   

 

Tytuł wyprawy / nazwa zlotu, imprezy :
RUMUNIA
 

Uczestnik wyprawy / Kierowca : 
Heniek vel. OKP
M-T 107
Krążownik Szos : 
BMW K1200 GT
Ilość przejechanych kilometrów : 
1748 km

Data wyprawy :
data rozpoczęcia: 22.09.2006
data zakończenia: 24.09.2006
data nadesłania relacji: 26.09.2006

Opis trasy wyprawy :
Chorzów
(miejsce zamieszkania)
Sighisoara (punkt docelowy wyprawy)
Chorzów (miejsce zamieszkania)

Przyznane punkty :
Moto-Turysta 2006:
2048 pkt (1748 + 300)
Krążownik Szos 2006:
1748 km

 




fotografia dokumentująca odbycie wyprawy
 

 

   

W środę odebrałem sprzęta z naprawy a ponieważ pogoda wyjątkowo nastrajała
do jakiegoś wypadu za miasto, nie wypadało nic innego jak zabrać 4 litery w troki
i gdzieś się zrolować.
Ostatnio mam awersje do przemieszczania się autostradami,
wiec wybór padł na Rumunię.



Tradycyjnie pojechałem sam, no bo wicie, rozumiecie...
Jestem juz zmęczony bajerami tych pseudo "motocyklistów" o tym,
że akurat w tym tygodniu nie, no bo np. zupa była za słona.
Zresztą po co jechać, skoro można poszpanować przed knajpą.
Ale do rzeczy…



Wyjechałem w piątek po pracy około 16.30, zanocowałem w okolicach Koszyc na Słowacji. Przeżywałem wówczas dramat osobisty, gdyż nie mogłem pić piwa, momentalnie po spożyciu 2 browców dostawałem zgagi. Strasznie nad tym faktem ubolewałem,
ten szary świat sparszywiał dla mnie do końca...

Przejazd przez Węgry, to czas około dwóch godzin, z przerwą na oddanie moczu.
Do przejścia granicznego Csenger- Satu Mare, dotarłem w godzinach popołudniowych.
I tutaj spotkała mnie mila niespodzianka -zero kolejki, nikt na nikogo nie wrzeszczał,
nikt nikogo nie szarpał, chłopaki w mundurach nawet łapówki nie chcieli.
Widać ze Romki do Unii idą...


 

Po przekroczeniu granicy rumuńskiej, wziąłem azymut na miejscowość o nazwie bliskiej sercu naszym politykom- DEJ, stamtąd boczną drogą jechałem do Tirgu Mures.
Mijane wioski to takie skanseny, do tego fajnych kobitek jak na lekarstwo. Ciemne to jakieś, chustami okutane, szkoda gadać.
 



Po 10 godzinach telepania się, postanowiłem złożyć swe stare ciało do wyra.
Zakoczowałem w czymś, co nazywało się motel, lecz jako żywo przypominało
to mieszkanie niejakiego Balcerka z " Alternatwy 4".
Gospodarz zjawił się ze szklanką bimbru -łyknąłem, zgagi nie było.
Zresztą, nie odmawia się poczęstunku, pod tym względem mam swoje stalowe zasady.  Koszt noclegu wyniósł mnie 3,5 Euro, czyli warunki były adekwatne do wyasygnowanej gotówki. Dość powiedzieć, że spałem w goreteksie, ale bez kasku.
 

W niedziele o 6 rano zwlokłem się z barłogu (bo inaczej tego nazwać nie można)
i po godzinie byłem juz na trasie...

Po kilku chwilach dotelepałem się do celu podroży, miejscowości Sighisoara.
Na miejscu sącząc lurę o nazwie kawa, posiedziałem z dobre pół godziny na rynku, przy okazji bacznie rozglądając się na lewo i prawo. Nie na kobiety rzecz jasna, chciałem coś zapamiętać z matecznika
Vlada Draculi.

 


Sighisoara (punkt docelowy wyprawy)


Wracałem przez Arad. Miskolc, potem przez słowackie kręte winkle.

Do chaty wróciłem po godzinie 23, gdzie czekała na mnie miła niespodzianka,
którą była moja żonka  z pyszna kolacją.
Czekała na mnie !
Zacna z niej niewiasta...
 

 

> zapraszam do obejrzenia galerii zdjęć z moich podróży w sezonie 2006 <




Heniek
M-T 107