III Edycja Rankingów :

Moto-Turysta Roku 2006 *   Krążownik Szos 2006  * 01.04.2006 - 01.10.2006

 
   
 

RELACJA Z MOTOCYKLOWEJ WYPRAWY
nr 006 / 2006 / TURYSTYCZNE  WOJAŻE

 



Tytuł wyprawy :

Solec nad Wisłą,
Nałęczów, Kazimierz

Uczestnik wyprawy / Kierowca  : 
Piotr M.
Moto - Turysta nr 050

Uczestnik wyprawy / Pasażer  : 
Ela

Krążownik Szos : 
Yamaha Wild Star

Ilość przejechanych kilometrów : 
370 km
 
 

            

DATA WYPRAWY

data rozpoczęcia : 03 maja 2006
/wyprawa jednodniowa/
data nadesłania relacji : 04 maja 2006

PRZYZNANE PUNKTY 

Moto - Turysta 2006 : 670 pt. (300 + 370)
Krążownik Szos 2006 : 370 km


OPIS TRASY WYPRAWY 

JÓZEFÓW k/Warszawy (miejsce zamieszkania)
> Magnuszew > Kozienice > Policzna
> Garbatka Letnisko >

Solec nad Wisłą (punkt docelowy wyprawy)

> Opole Lubelskie > Poniatowa > Wymysłów > Niezabitów > Wąwolnica > Nałęczów >
Kazimierz > Puławy >Dęblin > Stężyca > Wilga >

JÓZEFÓW k/Warszawy (miejsce zamieszkania)
 

   

 


Przed ruinami zamku w Solcu nad Wisłą
/fotografia dokumentująca odbycie wyprawy/

 
Solec nad Wisłą (punkt docelowy wyprawy)

 


     W ostatni dzień długiego, majowego weekendu, postanowiliśmy udać się w trasę objazdową, której głównymi punktami były: Solec nad Wisła, Nałęczów i Kazimierz nad Wisłą.
Mieliśmy jechać sami, ale we środę rano jest telefon od znajomych, że oni chętnie by też gdzieś pojechali. Od słowa do słowa, umawiamy się na stacji Shell’a umiejscowionej na Wale Miedzeszyńskim. Spotykamy się tam przed jedenastą, tankujemy motocykl i wyruszamy w trasę.
     Póki, co droga prowadzi w stronę Góry Kalwarii, gdzie odbijamy na drogę prowadzącą do Sandomierza. Pogoda, jaka nam towarzyszy, jest super. Świeci słoneczko a temperatura oscyluje w okolicach 20-tu stopni. Ruch panuje niezbyt duży, a to pozwala nam sprawnie pokonywać kilometry i mijać kolejne miasta: Magnuszew, Kozienice, Policzną. Po drodze jeszcze tylko krótki postój w Garbatce Letnisko, gdzie w karczmie „Przy Trakcie” jemy drugie śniadanie. Nie dojeżdżając do Lipska, skręcamy w lewo, aby dotrzeć do pierwszego celu podróży:
Solca nad Wisłą.

     W tym niewielkim miasteczku znajdują się resztki murów zamku, który pierwotnie został wzniesiony w połowie XIV wieku przez Kazimierza Wielkiego, a jego głównym celem było strzeżenie przeprawy przez Wisłę. W latach 1604-1627 został gruntownie przebudowany przez Krzysztofa Zbaraskiego i prawdopodobnie wtedy właśnie dobudowano do niego trzy bastiony. Zniszczony w czasie wojen szwedzkich, został odbudowany około 1780 roku. W XIX wieku został opuszczony i uległ zniszczeniu. Do chwili obecnej nie zachowało się wiele, a tylko fragmenty murów oraz resztki wieży. Aby do niego trafić, należy wjechać na rynek miasta a następnie dojechać parędziesiąt metrów

 

do ulicy Zamkowej, w dole, której po lewej stronie, na skarpie możemy obejrzeć zarośnięte resztki murów. Poświęcamy trochę czasu, aby obejrzeć to, co z zamku zostało, po czym odpalamy motocykle i wracamy około 2 kilometry, aby dostać się do przeprawy promowej przez Wisłę, która jest zlokalizowana we wsi Kludzie.

     Docieramy tam sprawnie, przeprawa jest oznaczona drogowskazem i zjeżdżając drogą ze skarpy wiślanej wjeżdżamy na przystań, na której właśnie czeka prom. Z marszu wjeżdżamy na jego pokład a po paru chwilach prom odbija i sprawnie przewozi nas na drugą stronę Wisły – koszt takiej przeprawy to 6 zł od motocykla. Przy przeprawie spotykamy kilku motocyklistów, którzy też korzystają z tego sposobu na pokonanie rzeki.

       Dalsza droga prowadzi przez Opole Lubelskie i Poniatową. Nieopodal tego ostatniego miasta widać wiele stawów hodowlanych i można kupić świeże ryby. Z Poniatowej, bocznymi drogami przez Wymysłów, Niezabitów i Wąwolnicę, w której obserwujemy cmentarz położony na zboczu doliny, docieramy do Nałęczowa. Polecam tą trasę, choć nawierzchnia drogi jest marna i wyboista, to widoki naprawdę warte polecenia. Z pokładów motocykli oglądamy piękne stare wille i docieramy do Parku Zdrojowego, po którym spacerujemy oglądając przy okazji zlokalizowane tam obiekty: Pałac Małachowskich, pijalnię wody z palmiarnią itd.

W pawilonie angielskim, w którym zlokalizowano także restauracje, usiłowaliśmy skorzystać z toalety. Niestety bezskutecznie, a „przemiły” pan z obsługi stwierdził, że toaleta jest tylko dla gości hotelowych i że on „bywalec czterech kontynentów stwierdza autorytatywnie, że na żadnym z nich z toalet zlokalizowanych w zakładach gastronomicznych korzystać nie można!!”
– koniec cytatu.  „Serdecznie pozdrawiając przemiłego pana” opuszczamy „gościnny” pawilon angielski, jednocześnie odradzając wszystkim w nim wizytę.

Muszę stwierdzić, że być może nie byłem na czterech kontynentach, ale w większości odwiedzanych krajów, nie było problemów ze skorzystaniem z toalet umieszczonych, np. w restauracjach, ba w wielu krajach są przepisy mówiące o dostępności tych przybytków, i o ile mnie pamięć nie myli w Polsce też. Ale, skupmy się na tym, co istotne, czyli na naszej podróży.
    
Powoli opuszczamy przepiękny Nałęczów i kierujemy się malowniczo położoną drogą
do Kazimierza
, na której nie brakuje winkielków, czyli tego, co motocykliści lubią najbardziej. Niestety, ale panuje na niej duży ruch, jako że droga ta łączy Lublin z Puławami, a więc miejscowości, których mieszkańcy licznie odwiedzają położone niedaleko kurorty.

Przed samym Kazimierzem formuje się niezły korek, przez który się przebijamy a to, co zastajemy na rynku przechodzi wszelkie pojęcie. Na podobną sytuację trafiliśmy tu ze dwa lata temu w sierpniu i uciekliśmy z miasta już po pół godzinie. Taka ilość turystów zgromadzonych w jednym miejscu może naprawdę zniechęcić do zwiedzania. Wszelkie parkingi pełne samochodów, duża część rynku zastawiona motocyklami, tak na oko ze czterdzieści maszyn, mrowie ludzi wędrujących to tu to tam, większość stolików w licznych przecież kawiarniach i restauracjach, zajęta. Jednym słowem – horror.

Tak, więc kupujemy tylko tutejsze specjały, bułki drożdżowe z kapustą, wracamy do motocykli i wyruszamy w drogę powrotną.
Kolejny raz lawirujemy pomiędzy samochodami stojącymi w korku i docieramy do Puław, z których obieramy drogę prowadzącą, przez Dęblin, Stężycę, Wilgę do Warszawy. Tu na szczęście ruch zdecydowanie maleje, a to pozwala nam sprawnie pokonywać kolejne kilometry.
      Docieramy w okolice Józefowa, żegnamy się z towarzyszami podróży i około 18-tej meldujemy się w domu. W sumie nakręciliśmy tego dnia 370 km w pięknej słonecznej pogodzie i odwiedziliśmy ciekawe miejsca.


> zapraszam do obejrzenia pozostałych zdjęć z wyprawy <
 


 Pozdrawiam :

Piotr M.
( Moto-Turysta nr 050 )