|
Następnie jadę aż do VANGSNES, by po przeprawie promowej do HELLA
(cena 39 NOK), nawijać asfalt drogą nr 5.

UWAGA !!!
Droga nr 5 jest płatna w okolicy Fjaerland i dotyczy również
motocykli - 70 NOK za sztukę.
Przystanąłem na chwilę by zrobić fotkę lodowcowi
Jostedalsbreen, następnie przy krańcu Nordfjordu był Stryn otoczony
górami i lodowcami. Między Strynem a Ospeli robię sobie przerwę na
obiad.

Po
dobrej godzinie jestem na Dalsnibba (dokładnie 1476 m.n.p.m). Wjazd
na szczyt jest odpłatny, ale jak wcześniej wspominałem, jest po
sezonie i chyba dlatego nikogo na bramce nie spotkałem, więc
kilkukilometrową szutrówką pnę się na górę.

Widok z Dalsnibby robi wrażenie. Byłem
tu kilka razy, ale zawsze chcę wrócić - raz jeszcze. W ciszy i
spokoju podziwiam okolice.

Gdzieś daleko w dole Geirangerfjorden,
serpentyny zamieniające się w agrafki, wioski porozrzucane na
górskich zboczach. Na dziś została mi jeszcze droga troli, warto
dodać, że drogą nr 63 Grotli - Geiranger - Andalsnes nazwana jest
Złotą Drogą.

Zjeżdżam w dół na stację benzynową przy potężnym trolu tankuję po
raz ostatni tego dnia, wspinam się zakręt po zakręcie coraz wyżej i
docieram do słynnej Trollstigen. Jadąc serpentynami, docieram w
okolice Andalsnes na Camping. Jest już całkiem ciemno i dobrze, że
znalazł się dla mnie wolny domek w cenie 250 NOK (2 łóżka + stolik i
jakaś kuchenka), ale kto by się tym przejmował, byłem tak zmęczony,
że od razu poszedłem spać.

Zanim jednak dostałem się do domku
okazało się, że klucz który otrzymałem może i pasował, ale już w nim
mieszkał pewien cudzo-niemiec. Nie była to moja wtopa, tylko
niemiaszka, pomyliło się biedakowi, za co bardzo przepraszał.
Wymieniliśmy się kluczami i dopiero wtedy uderzyłem w kimę.
W niedzielny poranek robię
kilka fotek, bo okolica jest naprawdę piękna.

Niemiaszek mnie po raz kolejny
przeprasza, a ja ruszam w drogę powrotną do Oslo , już bez zbędnego
zatrzymywania się. Najpierw na odcinku około 100 km w kierunku
Dombas jestem ala Valentino Rossi. Norwegia budzi się w niedzielę
około godziny 9.30, ja w tym czasie mam już za sobą ponad
setkę z dobrym hakiem kilometrów nawinięte. Mijam kolejno Otta,
Lillehammer, Gjovik, Honefoss, by koło południa na 2 zbiornikach
dotrzeć do Oslo.
Słońce świeci a ja jestem padnięty, ale banan mi nie schodzi...
jeszcze tylko obejrzę fotki...
i już spałem. |