III Edycja Rankingów :

Moto-Turysta Roku 2006  *   Krążownik Szos 2006  * 01.04.2006 - 01.10.2006

 
   
 

RELACJA Z MOTOCYKLOWEJ WYPRAWY
nr 053 / 2006 / TURYSTYCZNE WOJAŻE

   


Tytuł wyprawy :
"Trening"
      Leszno - Warszawa - Leszno

Uczestnik wyprawy / Kierowca : 
Jacek vel SET (M-T 092)
Krążownik Szos : 
Honda ST 1100 Pan European
Przejechany dystans: 
702 km

 

DATA  WYPRAWY :
data rozpoczęcia : 04 sierpnia 2006
(wyprawa jednodniowa)
data nadesłania relacji : 03 września 2006


OPIS TRASY WYPRAWY :

Leszno /miejsce zamieszkania/
Warszawa /punkt docelowy wyprawy/
Leszno
/miejsce zamieszkania/
 

PRZYZNANE  PUNKTY :
Moto-Turysta 2006: 1002 pkt (300 + 702)
Krążownik Szos 2006: 702 km

 

          Po otwarciu oczu i po docierającym dźwięku padającego deszczu. Można było tylko zacisnąć zęby i udawać twardziela. Poranna kawa przeciągała się, niestety jak jest coś komuś pisane to musi się stać. Kolega „Daytona” przyszedł i chyba miał na końcu języka. Może tak samochodem z przyczepką pojedziemy?
Ale, on tego nie powiedział !

       

Popatrzyłem w niebo i rzekłem, za Jarocinem rozjaśni się. K***a, za Jarocinem to się dopiero zaczęło. W deszczu można jechać, ale jak mam pyknąć około 700 km po polskich drogach w strugach deszczu i przy zacinającym wietrze. Koszmar !!!
Człowiek jest tak skonstruowany, że potrafi sobie wytłumaczyć wiele dziwnych spraw. No bo kto normalny wybiera się na przejażdżkę do Stolicy i to w taką pogodę.

Tydzień wcześniej
Zawiozłem kolegi „motór” na wgranie ponowne adaptacji do sterownika do zaprzyjaźnionego serwisu. Okazało się, że mały czujniczek jest klęknięty. Po namyśle zostawiłem ów „motór”. Z myślą jak przyjdzie część to się skończy i wrócimy na kołach, bo ja przyjadę swoim „motórem” i zabiorę kolegę.


Z trasy

Kondony pozakładane, wszystko szczelne a i tak przecieka.

W Rychwale tankowanie i kawusia, która jak nigdy smakuje. A przecież to mała czarna z expresu, jak każda inna. Na wysokości Łęczycy, coś musiało się poprawić bo wskazóweczka podskoczyła w normalne położenie, i na rękawach suchszy się stawałem. No tak można jechać. Przy ryneczku koło ruinek w Łęczycy mała przerwa. I jak się okazało to był ostatni suchy moment tego dnia. O sorka skłamałbym, ale o tym później.

W pewnym momencie zaczęło się. W Łowiczu wjeżdżamy na dwójeczkę. Piękno naszego kraju znikło gdzieś. Na pewno pocieszające jest to, że tylko około 80 km musimy machnąć wśród wariatów i samobójców. Ciekawe w którym zakładzie psychiatrycznym wydają tyle przepustek na raz. Może w Tworkach ?

    

Po dotarciu do Wa-wki wpadam na genialny pomysł do opatentowania. Skoro stabilizacja obrazu robi taką karierę w fotografii cyfrowej. To wprowadzając stabilizację do wizjerów kasków motocyklowych, wyraźniej będzie można dostrzec dziury, koleiny i to co kiedyś było koleiną a teraz przypomina strzeliste góry.

Powrót
W drodze powrotnej deszcz, deszcz, deszcz, deszcz, deszczu coraz więcej a w niektórych momentach zastanawiałem się, czy ja potrafię składając się w prawy zakręt nabierać takiego pochylenia jak czynię to teraz jadąc na wprost.
Kłamstwo, które wdarło by się wyżej. Tu będzie sprostowane.
Mijamy Kąkolewo, pozostaje może około 8-10 km do garażu. W powietrzu czuć deszcz, był tu...

 

Puenta
Mimo trudu i zmęczenia warto było cały dzień spędzić w siodle.

Właśnie w takich warunkach. Wspaniały TRENING.

 

Pozdrawiam
SET
(M-T 092)