|
III
Edycja Rankingów : |
Moto-Turysta Roku 2006 * Krążownik Szos 2006
* 01.04.2006 - 01.10.2006 |
|

|
RELACJA Z MOTOCYKLOWEJ WYPRAWY
nr 050 / 2006 / TURYSTYCZNE WOJAŻE |
|
|
Tytuł wyprawy / nazwa zlotu,
imprezy:
Jeśli myślisz, że o Dacii wiesz wszystko…
- to się mylisz.
Rumunia
2006

|
Uczestnik wyprawy / Kierowca:
WaFel M-T 047
Krążownik Szos : Kawasaki GTR 1000
Ilość przejechanych kilometrów :
3 342 km
Całkowite koszty wyprawy:
2 080 zł
|
Data wyprawy :
data rozpoczęcia:
06.08.2006
data rozpoczęcia: 13.08.2006
data nadesłania relacji: 23.08.2006
Opis trasy wyprawy :
Lublin
(miejsce zamieszkania)
Rumunia
/ przejażdżka trasą
Transfogarską
(punkt
docelowy wyprawy)
Lublin (miejsce zamieszkania)
Przyznane punkty :
Moto-Turysta Roku 2006: 3642 pkt (300 + 3342)
Krążownik Szos Roku 2006: 3342 pkt
|
|
Zastanawiałem się jak opisać wyprawę do Rumunii i doszedłem do
wniosku, że moim głównym celem będzie przedstawienie informacji
praktycznych potrzebnych innym zwiedzającym ten kraj na dwóch
kołach. Opisy zamków i fajnych miejsc każdy może sobie znaleźć w
Internecie. Głównym zamierzeniem tej wyprawy było przejechać trasę
Transfogarską i to nam się udało.

fotografia dokumentująca odbycie
wyprawy
|
|
Drogi
Rumuńskie drogi są z reguły
jednopasmowe i bez pobocza, oczywiście przed większymi miastami i w
nich samych bywają jezdnie nawet z 3 pasami w jedną stronę. Jakość
nawierzchni zależy od danej drogi i nie można sugerować się, że
oznaczone na czerwono drogi będą takie same, bo udało nam się
spotkać drogę krajową E79 z Oradea do Deva z nawierzchnią naszych
uliczek osiedlowych po ostrej zimie. Same dziury lub „kocie łby”,
nalewki z asfaltu (trudne do zauważenia), brak znaków pionowych i
poziomych na długości ponad 100 km. Im bliżej Devy tym lepsza
nawierzchnia i pojawiają się pasy oraz znaki. Natomiast droga E60
prowadząca z południowego wschodu do Oradea od strony Brasov przez
Targu Mures, jest już o niebo lepsza i z w miarę nową nawierzchnią.
Obydwie są na mapie zaznaczone kolorem czerwonym i mają symbol drogi
krajowej.

Drogi
drugorzędne są już trochę inne. Niektóre to piękne wstęgi nowego
asfaltu, ale to mniejszość. Większość dróg „żółtych” posiada dziury
i ubytki na odcinkach od 10 do 100 m i to z reguły na jednym z pasów
ruchu. Rumuńscy kierowcy wyrobili sobie nawyk omijania ich po
przeciwnym pasie. I jeśli coś jedzie z przeciwka to wg ich zwyczajów
(ale nie zawsze), powinno się zatrzymać i przepuścić omijającego
dziury. Z moich obserwacji wynika, że dotyczy to tylko dróg
drugorzędnych i o małym nasileniu ruchu.
Oznaczenia dróg są niemal idealne i Polska może
się tego od Rumunów uczyć, gorzej się mają oznaczenia zabytków.
Prosty przykład: Na drodze głównej stoi znak informujący o cerkwi z
XIV w., która znajduje się 25 km w lewo. Skręcamy, jedziemy 10 km
przez kilka wiosek, oznakowania brak. Są oczywiście skrzyżowania z
innymi drogami, ale nie wiadomo czy trzeba skręcić czy nie. W końcu
cerkwi oczywiście nie udaje nam się znaleźć. Podobnie z mniejszymi
zamkami i kościołami warownymi. Na mapie są zaznaczone, ale na
drodze, żadnych oznaczeń nie ma i trzeba się nieźle nabłądzić, żeby
je znaleźć.

Na drogach głównych można spotkać wszystko: owce, konie, świnie,
kozy, krowy, pełno furmanek i sporo TIR-ów. Zwierzaki lubią
przechodzić przez jezdnię lub wręcz na niej stać często za zakrętem
czy górką.

Należy to
uwzględnić dostosowując prędkość. Nasza średnia wyszła coś około 55
km/h a na trasie rzadko przekraczaliśmy 100 km/h.
Na drogach górskich często występuje piasek lub grysik
na zakrętach. Luźny rzadki grysik można też spotkać na większości
dróg ze starą nawierzchnią.

Niektóre
asfalty mają płytkie wzdłużne rowki o szerokości do 5 cm (np. trasa
Transfogarska), w które wjeżdża przednie koło, lecz oprócz
nieprzyjemnego wrażenia nic się z motocyklem nie dzieje
szczególnego.

Koleiny są
raczej nieznane na trasach, natomiast przed skrzyżowaniami w dużych
miastach to normalny widok. Nie stwierdziłem natomiast plam oleju i
innych śliskich mazi. Na niektórych drogach utrapieniem mogą być
asfaltowe nalewki o wysokości nawet 15 cm, które zauważałem w
ostatniej chwili i niestety najeżdżałem na nie, co skutkowało
wybiciem przedniego koła w powietrze.
Stan techniczny dróg ulega stałej poprawie, można
często trafić na nowe, śliczne nawierzchnie. Generalnie mogę uznać,
że jeździ się fajnie, choć nie za szybko i trzeba strasznie uważać.
Sporo widać też grup motocykli, głównie z Niemiec. Trzeba uważać na
autostopowiczów, którzy występują masowo a kierowcy chętnie i nagle
zatrzymują się stwarzając przy tym zagrożenie dla innych.

Przy
drogach jest wiele parkingów i stacji benzynowych często połączonych
z motelami. Na parkingach pomimo kilku większych śmietników pełno
jest śmieci a każda stacja posiada swojego (przynajmniej jednego)
bezpańskiego psa.
Ceny paliw
podobne jak w Polsce, od 4,15 do 4,50 zł za litr 95.
|
|
Kierowcy
i pojazdy
Rumuńscy kierowcy mają kilka
dziwnych nawyków. Jednym z nich jest nagminne trąbienie na wszystko
i wszystkich. Jest to forma wyładowania złości, ale także
pozdrowienie i ostrzeżenie. Niestety nie wiem, jaką formę dźwięków
klaksonów dopasować do tych trzech opcji.
Drugą manią jest trzymanie się osi jezdni. Kilka razy spotkała nas
sytuacja, że przy dojeździe do skrzyżowania na lewym pasie był 100
metrowy korek a na prawym pasie prowadzącym też na wprost stały 3
samochody. Warto korzystać z tego pasa, trzeba tylko uważać, bo jest
on często wykorzystywany do parkowania pojazdów.
Przeciskanie się motocyklem między samochodami
nie robi na kierowcach większego wrażenia, choć raczej nie można
liczyć na to, że ktoś zrobi Ci miejsce a czasami jak kogoś
wyprzedzisz w korku to potrafi się trzymać obok ciebie lub tuż za w
bardzo bliskiej odległości.

Następny manewr to szalone wyprzedzanie na trasach. Działa to tak:
nieważne, czy zacząłeś wyprzedzać i tak ktoś przed ciebie wjedzie a
nawet zepchnie Cię na pobocze. Kierunkowskaz kierowcy włączają długo
przed manewrem i trzymają włączony aż do samego wyprzedzania, co
skutkuje tym, że podczas rozpoczynania manewru nie zawsze spoglądają
w lusterka. Później potrafią z tym włączonym kierunkiem jechać przez
parę kilometrów.
Ciekawostką jest to, że kierowcy często
rozmawiają przez komórki, ale wtedy (tak wydedukowałem) jadą wolniej
i niektórzy włączają światła awaryjne. Kolejną ciekawostką jest to,
że większość woźniców furmanek obładowanych po brzegi sianem daje
znak, kiedy możesz go wyprzedzić, co przy utrudnionej widoczności
jest bardzo pomocne.

Następną ulubioną dyscypliną kierowców rumuńskich jest wciskanie się
na skrzyżowaniach i wymuszanie pierwszeństwa. Nawet, jeśli już mają
czerwone a na drodze poprzecznej zaczynają jechać samochody to i tak
ktoś się przed Ciebie wciśnie. Wygląda to tak jakby zaraz miało
dojść do kolizji, ale wszyscy robią to na tyle zgrabnie, że ruch
jest płynny. Nazwałem to bałaganem uporządkowanym. Takie wymuszenia
i wciskanie jest chyba ogólnie zaakceptowane, bo wtedy nie słychać
klaksonów. Na większości skrzyżowań z sygnalizacją jest umieszczony
licznik sekund pozostałych do zmiany światła na zielone/czerwone.
Można wtedy zgasić silnik, ponieważ czasem czas oczekiwania wynosi
nawet 90 sekund. Świetny patent, który w jednym przypadku widziałem
też na Węgrzech, blisko granicy z Rumunią. Warto też wspomnieć o
światłach w pojazdach, generalnie do późnego zmroku kierowcy używają
świateł pozycyjnych a nie mijania.
Kultowym i jedynie słusznym pojazdem jest Dacia,
we wszelkich odmianach nadwoziowych i silnikowych, z napędem na 2 i
4 koła, Dual Pick-up, Drop Side, Double Cab, Sedan i Combi, wersja
1110, 1300, 1302, 1400, 1410, Berlina, Liberta, Nova itd. Byłem po
prostu w ciężkim szoku, że tyle odmian występuje. Z danych
producenta wynika, że w pierwszym kwartale 2006 sprzedano 100 tys.
egzemplarzy w samej Rumunii!!!. I to
widać na
drogach. Oczywiście tuning starszych modeli jest jak najbardziej
wskazany. Jeśli myślisz, że o Daciach wiesz wszystko to… pojedź do
Rumunii!

Widać też
oczywiście inne pojazdy, 2 razy widziałem mercedesa i 3 razy
nissana. A tak poważnie to jeździe sporo nowych aut i nie brakuje
tych luksusowych na Rumuńskich tablicach.
|
|
Miasta i wsie
Wiele miast położonych jest w dolinach a
zbliżając się do nich można zatrzymać się na parkingu przy drodze i
podziwiać panoramę.

Wiele jest
zamków i starówek, mnóstwo urokliwych kamieniczek. Naczytałem się o
żebrujących dzieciach itp. a przez tydzień pobytu spotkaliśmy tylko
dwóch żebraków, co w porównaniu do Polski ma się nijak... Dzieci
rumuńskie wbrew obiegowej opinii nie podbiegają po cukierki tylko
machają lub chcą, aby je przewieźć na motocyklu.
Piesi w
miastach wychodzą na przejścia wtedy, kiedy uważają za stosowne a
nie wtedy, kiedy jest bezpiecznie. Samochody zawsze grzecznie i
czasem ostro hamują i przepuszczają pieszych. Wydaje mi się, że po
prostu pieszy ma tam bardzo duże prawa a w miastach ruch jest na
tyle duży, że po prostu w oczekiwaniu na przejście straciłby za dużo
czasu.
Wioski też mają swój urok, zabudowa wygląda bardzo
fajnie, jest całe mnóstwo furmanek (to chyba narodowy środek
transportu), zwierzaków hodowlanych i bezpańskich psów (kotów nie
widać w ogóle).

Często
bardziej ciemnoskóre społeczeństwo występuje w kolorowych strojach
ludowych tuż przy drodze. Niektóre gospodynie piorą ciuchy jak za
dawnych lat - na tarze i w strumieniu. Po prostu folklor! We wsiach
na jakimś parkingu przy drodze stoi Policja, ale o tym później. W
miastach i wsiach należy bezwzględnie zwolnić i to ze względu na
swoje bezpieczeństwo. Kilka razy spotkała nas sytuacja, że za
zakrętem stał w poprzek TIR, lub jakaś rodzinka przeciągała przez
jezdnię wrak starej Dacii. Często też środkiem szosy potrafią iść
krowy, konie, osły a nawet świnie.
|
|
Policja
Jest kilka odmian policji, drogowa to Politia
Rutiera. Oczywiście jeżdżą Daciami Logan i widać, że są. Tak jak
wyżej wspomniałem stoją w większości wiosek w widocznym punkcie bez
żadnych radarów a reguła zatrzymywania jest chyba tylko znana samemu
zatrzymującemu do kontroli. Po prostu nie bojąc się niczego wychodzi
na środek jezdni przepuszcza kilka pojazdów i zatrzymuje jeden przez
siebie wybrany.

Kontrola z
tego, co widziałem trwa długo, nawet 30 minut. Mandaty podobno są
bardzo drogie, lecz na szczęście nie doświadczyliśmy tego na własnej
skórze. Po głównych drogach Policja lubi jeździć z włączonymi
kogutami, ale tylko świetlnymi. Jeżdżą w tę i z powrotem, nie za
bardzo wiadomo po co?
|
|
Trasa
Transfogarska i zwiedzanie
Nasz główny punkt wyprawy i jedyny dzień w słońcu. W
pozostałe dni w zasadzie padało, co znacznie ograniczyło nasze
możliwości zwiedzania. Trasa Transfogarska to najpiękniejsza trasa
poprowadzona w Karpatach jaką udało mi się do tej pory jechać. Ma w
sumie 108 km długości i wije się jak wąż wśród malowniczych
szczytów.

Polecam
rozpoczynać ją od strony północnej, jest tam po prostu lepsza
nawierzchnia. Dojeżdżając do wysokości ponad 2000 m, napotykamy na
około 500 -metrowy tunel, prowadzący na drugą stronę Karpat.
Widoczki możecie zobaczyć na zdjęciach, po prostu przepięknie.

Pełno
strumyczków, wodospadów, owiec i te przepiękne zielone zbocza. A w
samym środku, niczym wielka tasiemka rzucona przez Boga linia
asfaltu. To warto przeżyć!

Jedynym zamkiem, który udało nam się zwiedzić w całości był zamek w
miejscowości Bran. Zamek reklamowany jako siedziba Draculi,
niesłusznie oczywiście bo Vlad Tepes, czyli Dracula nigdy w nim nie
był. Natomiast prawdziwy zamek, a raczej ruiny twierdzy, znajduje
się w Poienari blisko trasy Transfogarskiej. Prowadzi tam 1400
stopni wykutych w skale. Niestety dowiedzieliśmy się o tym 2 dni
później będąc już na północy Rumunii.

Zobaczyliśmy też z zewnątrz kilka zamków chłopskich, piękne Stare
Miasto w Risnov umieszczone na szczycie góry , rynek Sigishoary –
tam urodził się i mieszkał przez kilka lat Dracula. Niestety, ze
względu na padający deszcz zrobiłem niewiele zdjęć. Jednak
znakomitej większości miejsc wartych obejrzenia nie udało nam się
zobaczyć.

Pozostał
duży niedosyt i chęć powrotu.
|
|
Baza noclegowa
Jest dobrze rozbudowana, dużo jest moteli dwu i
trzygwiazdkowych, pojawia się coraz więcej gospodarstw
agroturystycznych. Ceny od 30 zł do 90 zł za dobę. Całkiem
przyzwoite są motele z dwoma gwiazdkami i w takich też spaliśmy.

Oczywiście
im dalej od głównej trasy i od miasta tym taniej. Większość z nich
posiada bar i restauracje, w pokojach są telewizory, łazienki i
prysznice, ale często bez zasłonek. To mnie najbardziej wkurzało,
ponieważ po kąpieli cała podłoga była zalana.
|
|
Strefa czasowa:
Będąc w Rumunii musimy dodać 1 godzinę w stosunku
do czasu polskiego.

Niestety
nie wiedząc o tym nie zwiedziliśmy kilku miejsc wartych zobaczenia.
|
|

|
Zabytki
Mnóstwo
cerkwi, kościołów warownych i zamków chłopskich, których jednak
trzeba trochę poszukać. Trzeba pamiętać, że w większości czynne są
do 17.
W miastach podobnie jak u nas warto zwiedzić Stare Miasto z
przyległościami. |
|
Komunikacja
Można oczywiście dogadać się na migi, choć
stanowi to pewien problem. W motelach, hotelach itp. obsługa zna
język angielski i najczęściej francuski lub niemiecki.
W pozostałych przypadkach można dogadać się głównie po angielsku, co
po raz kolejny przeczy stwierdzeniom, że nijak się nie można dogadać
w tym kraju.
|

|
|
Waluta i platnosci
Rumunia jest w trakcie denominacji, nadal
obowiązuje też stara waluta.
1 RON (Lej) to 10000 starych lei. 1 Lei to~1,10 zł, 1 Euro to~3,6
nowego Lei, czyli 360000 starych.

Walutę
można wymienić w bankach, wypłacić z bankomatu, których w miastach
jest sporo.
Na stacjach benzynowych trzeba najpierw sprawdzić czy jest możliwość
płacenia kartą. Jeśli takowa istnieje to na naszej karcie, która
wymaga np. tylko podpisu na potwierdzeniu, w takiej Rumunii poproszą
Cię dodatkowo o PIN a później podpis.
|
|
Kuchnia
Rumuni mają bardzo ciekawą i dobrą kuchnię a ku mojej
uciesze bardzo lubią mięso, choć często podają je ciepłe zamiast
gorącego. Za danie narodowe Rumunów można uznać Sarmalute in foi de
vita cu smantana - małe gołąbki wieprzowe ze śmietaną.
Na śniadanie polecam Mici - grillowane kiełbaski z ostrymi
przyprawami oraz czosnkiem (pilnujcie, żeby były gorące), oraz dla
odmiany typowy zestaw śniadaniowy z menu: ser żółty, salami, słonina
pokrojona w małe paseczki, pomidor oraz wielkie czarne oliwki.

Podczas
naszego pobytu najczęstszym daniem była zupa Ciorba de burta, czyli
flaki. Na drugie danie polecam wszelkiego rodzaju gulasze, mięsa z
grilla oraz wątróbkę koniecznie z pysznymi krojonymi przez nich
frytkami. Zapić to wszystko należy aromatyczną wódką Tuica
(Śliwowica) po około 12 zł za 0,5 l. lub całkiem dobrym piwem
(Ursus, Ciuc),
|
|
Inne
Przy wjeździe do Rumunii nie spotkaliśmy tzw.
opłat wjazdowych, opisywanych na niektórych portalach o tym kraju.
Natomiast dosyć duże są kolejki na granicy przy wjeździe, podczas
przeciskania się doczepił się do nas jakiś Niemiec i wyskoczył z
pretensjami, że nie stoimy w kolejce, choć wcześniej celnik kazał
nam jechać i omijać wszystkich. Należy oczywiście posiadać zieloną
kartę.

Dobrze jest
wykupić sobie ubezpieczenie zdrowotne na czas wyjazdu, koszt to
około 20 zł na 10 dni, ponieważ opieka medyczna jest bardzo droga.
To, co najbardziej mnie ucieszyło i niewątpliwie przykuwało uwagę to
to, że w 90 % kobiety nie noszą biustonoszy.
|
|
Podsumowanie
Jechaliśmy w trzy motocykle: |
|

Kefir na
Africa Twin, |

Irek z
córką Olą na Hayabusie |
i ja solo. |
|
Wszystkie motocykle nadawały się do tej podróży i z
jednym małym wyjątkiem, kiedy Irek wjechał w tył dziadkowi, połamał
błotnik i czaszę.

Generalnie
motocyklom nic nie dolegało i docierały wszędzie, gdzie ich jeźdźcy.
Pogoda była niestety najsłabszym ogniwem naszego wyjazdu, ale ma to
też swoje plusy, po prostu będziemy musieli tam wrócić.
Przezornie zabraliśmy ze sobą namioty, śpiwory,
jedzenie i jak się na miejscu okazało zupełnie niepotrzebnie.
Przecież tam jest zupełnie normalnie...
Jeśli wybierasz się do Rumunii to zastanów się, który region
chciałbyś zwiedzić. Niestety nawet większości nie da się zwiedzić
przez miesiąc, więc lepiej określić się wcześniej. My postawiliśmy
na Transylwanię i był to dobry wybór. Za rok pewnie tam wrócimy...
|
|
>zapraszam do galerii zdjęć z wyprawy<
Pozdrawiam,
WaFel

|
|