III Edycja Rankingów :

Moto-Turysta Roku 2006  *   Krążownik Szos 2006  * 01.04.2006 - 01.10.2006

 
   
 

RELACJA Z MOTOCYKLOWEJ WYPRAWY
nr 039 / 2006 / TURYSTYCZNE WOJAŻE

   


Tytuł wyprawy  :
Śladami Cystersów
i wizyta w
Baranowie Sandomierskim.

Uczestnik wyprawy / Kierowca  : 
Piotr M. (M-T 050)
Uczestnik wyprawy / Pasażer : 
Ela
Krążownik Szos : 
Suzuki GSX 1400
Ilość przejechanych kilometrów : 
597 km

 

Data wyprawy :
rozpoczęcie wyprawy: 15 lipca 2006 r.
-wyprawa jednodniowa
data nadesłania relacji : 16 lipca 2006

Opis trasy wyprawy :
Józefów k/Warszawy (miejsce zamieszkania)
Baranów Sandomierski
(punkt docelowy wyprawy)
Józefów k/Warszawy (miejsce zamieszkania)

Przyznane punkty ;
Moto-Turysta 2006 : 897 pkt (300 + 597)
Krążownik Szos 2006 : 597 km

 
http://www.baranowsandomierski.pl/

 

 

     
      Już od dawna planowaliśmy wizytę na zamku w Baranowie Sandomierskim, ale zwykle coś krzyżowało nam plany (dwa tygodnie temu to pogoda sprawiła, że pojechaliśmy na Mazury, bo na południu padało), i w końcu w tą sobotę (15.07.2006) zapada decyzja – jedziemy. Decydujemy też, że po drodze zawitamy do Wąchocka i zwiedzimy położone w tym mieście opactwo Cystersów. Przygotowałem też alternatywne warianty drogi powrotnej, a wszystko było uzależnione od czasu, jaki nam pozostanie na powrót, albo jedziemy prosto poprzez Sandomierz, albo wybierzemy dłuższą drogę i pojedziemy przez Janów Lubelski, Kraśnik, Opole Lubelskie i Puławy.
      Na szczęście w piątek, upał nareszcie zelżał i sobotni poranek przywitał nas słoneczkiem chowającym się od czasu do czasu za chmurami z temperaturą nieprzekraczającą 23ºC. Jedynym mankamentem będzie bardzo silny i porywisty wiatr, od czasu do czasu znacznie utrudniający jazdę.
Ubieramy się w skóry, nareszcie nie będziemy się gotować, i o 9:00 wyruszamy w drogę. Póki, co podróżujemy bocznymi drogami, bo poprzez Górę Kalwarię, do Warki a później do Białobrzegów Radomskich, gdzie wypadamy na szosę Warszawa – Kraków. Ruch panuje niezbyt duży i po godzinie od wyjazdu, meldujemy się w Radomiu. Robimy pierwszy krótki postój, pijemy kawę i herbatę poczym wyruszamy dalej. W kilku miejscach trwają roboty drogowe, co nie dziwi, bo na trasie utworzyły się już dosyć głębokie koleiny. W Skarżysku Kamiennej skręcamy w lewo na drogę nr 42 i doprowadzi nas ona do pierwszego etapu podróży, czyli Wąchocka.

     

     Miasto Wąchock słynie nie tylko dowcipami o sołtysie, ale także 700 letnim Opactwem Cystersów, które jest celem naszej podróży.
Cystersi zostali sprowadzeni do Wąchocka w 1179r i zadomowili się tam na dobre, choć przez pewien czas, w XIX wieku po kasacie zakonu, przebywali pod Krakowem skąd powrócili po 132 latach na „stare śmiecie”.
Po wejściu do klasztoru kierujemy się do sali gdzie zgromadzono eksponaty historyczno-muzealne. Informacji udziela nam miły zakonnik, który przy okazji radzi nam, aby zostawić kaski w furcie, gdzie bezpiecznie poczekają do naszego wyjścia. Kolejno oglądamy eksponaty pochodzące z czasów powstania listopadowego i styczniowego, zaborów, I i II wojny. Oglądamy pisma napisane przez wielkich a pochodzące z różnych epok ( np. Mickiewicz, Norwid itd.). Później kierujemy się do kościoła, gdzie słuchamy opowieści o jego architekturze i historii.

  

Oglądamy przepiękne organy, malowidła na suficie a później przechodzimy do innych pomieszczeń, między innymi do kapitularza z przepięknym kamiennym sklepieniem. Towarzyszą nam smakowite zapachy dobiegające z klasztornej kuchni a to przypomina nam, że może warto już coś przekąsić, bo jest już po 12-tej. Odbieramy nasze kaski i opuszczamy gościnne opactwo, aby mijając kolejne miasta (Starachowice, Ostrowiec Świętokrzyski-część drogi o fatalnej nawierzchni z głębokimi koleinami) dotrzeć do Baranowa, w którym trwa właśnie festyn, w związku z czym, z trudem znajdujemy drogę do zamku.

     W końcu jesteśmy na zamku w Baranowie. Parkujemy motocykl na strzeżonym parkingu (2zł), zostawiamy kaski w przechowalni mieszczącej się w damskiej toalecie ☺ i kupujemy bilety wstępu. Jak się okazuje, w dniu dzisiejszym bilety są nieco tańsze (normalnie 10 zł), bo będziemy wędrować „nieco” skróconą trasą. Ponieważ przybyliśmy na miejsce około 14:30 mamy, więc 30 minut czasu do wejścia na teren zamku i w tym czasie udaje nam się trochę pożywić.

fotografia dokumentująca odbycie wyprawy

     Zamek powstał za czasów Rafała Leszczyńskiego (właściciela tych ziem), jako dwór obronny a przybrał dzisiejszy kształt w latach 1591-1606 kiedy to rozbudował go Andrzej Leszczyński. Kolejna duża przebudowa to dzieło Józefa Karola Lubomirskiego, kolejnego właściciela posiadłości, odbyta w roku 1695. Następnymi właścicielami są rody: Sanguszków, Małachowskich i Potockich. Od 1795 roku włości należą do rodu Krasickich i wtedy też dochodzi do pierwszego pożaru, który niszczy zamek.

  

Krasiccy przystępują do jego odbudowy, jednak na przeszkodzie staje brak funduszy. Podupadły obiekt, w roku 1867, kupuje Feliks Dolański, który prowadzi prace restauracyjne. W roku 1898 wybucha kolejny pożar. Zamek pozostaje w rękach Dolańskich aż do wybuchu II wojny światowej, kiedy to kolejno rezydują w nim wojska niemiecki a później radzieckie, które doprowadzają zamek a szczególnie jego wnętrza do ruiny. Po II wojnie zamek przechodzi na własność Skarbu Państwa a jego odbudową zajmie się późniejszy jego właściciel, czyli przedsiębiorstwo Siarkopol. Od roku 1997 właścicielem jest Agencja Rozwoju Przemysłu.
       To tyle, jeżeli chodzi o krótki rys historyczny, a ponieważ nadeszła godzina 15-ta, wchodzimy do wnętrz zamkowych, wędrujemy na pierwsze piętro i przewodnik prowadzi nas do trzech pierwszych sal zamkowych. Mamy okazję podziwiać ciekawe malarstwo, meble z epoki, kominki i żyrandole. Całość nie zajęła nam więcej niż 30 minut, podczas których wysłuchaliśmy sporo historii a także peanów na cześć Siarkopolu i trochę mniej na cześć Agencji Rozwoju Przemysłu, po czym w zasadzie zakończyło się zwiedzanie zamku.

  

Trudno zresztą nazwać to zwiedzaniem, choć na otarcie łez wskazano nam drogę do przyziemia gdzie mieści się szczątkowe muzeum siarki i jej wydobycia ( gdybym interesował się wydobyciem siarki raczej nie przybywałbym do historycznego zamku, aby poznać tajniki kopalnictwa siarkowego), kilkanaście historycznych eksponatów lamp naftowych i dłubana łódź wykonana z jednego pnia dębu a wydobyta z Wisły. A wszystko za sprawą komercjalizacji tego historycznego obiektu, w którym mieści się jeszcze hotel a także odbywają się konferencje (w trakcie zwiedzania odbywała się zresztą takowa). Przed wejściem parkują samochody, jak by nie można było pozostawiać pojazdów gości hotelowych poza historycznym terenem, a nie wprowadzać je do obiektu.
 

W zamku mieści się jeszcze restauracja a stoliki z parasolami wystawione na zewnątrz na pewno nie dodają uroku temu miejscu, tak samo jak barek mieszczący się tuż obok wejścia a serwujący napoje i dania z grilla. Nie wiem jak inni zwiedzający, ale my byliśmy zdegustowani tym, w jaki sposób traktuje się tam turystów, chcących zobaczyć i poznać „kawał” historii.


Nie pozostało nam nic innego jak pospacerować po parku i podziwiać bardzo ciekawe i rzadkie okazy flory (egzotyczne drzewa i krzewy), po czym odpalić moto i opuścicie Baranów. Mimo że zamek zaliczany jest do unikalnych zabytków, i zapewne wart zobaczenia to styl, w jakim to zwiedzanie się odbywa raczej odstraszy pozostałych turystów niż ich przyciągnie. A może właśnie o to w tym wszystkim chodzi ?

        Opuszczamy, więc Baranów, raczej zdegustowani, niż pełni wrażeń takich, jakich dostarczyła nam np. wizyta w Opactwie Cystersów. Droga prowadzi nas w stronę Tarnobrzegu, w którym podejmujemy szybką decyzję, że pojedziemy trasą przez Janów Lubelski. Skręcamy, więc na drogę nr 77 a prowadzącą do Stalowej Woli i Niska, w którym obieramy szosę prowadzącą do Lublina. W Janowie jesteśmy po 17-tej i ponieważ pora jest już późna oglądamy to miasteczko z pokładu motocykla. Niestety brak czasu nie pozwala nam na wizytę w Momontach gdzie mieści się przepiękny drewniany kościółek – może innym razem, podczas kolejnej wyprawy zahaczymy o to miejsce.

Kilka kilometrów za Janowem, całkiem przyzwoicie jemy w zajeździe „Anna”, z niepokojem obserwujemy gromadzące się na niebie ciemne chmury, z których na szczęście nic nie wynikło.

 

Pora jechać dalej. Kolejno mijamy Kraśnik, Opole Lubelskie...

Około 20:00 zatrzymaliśmy się na króciutki postój na rynku w Kazimierzu, aby napić herbaty.

O tej porze jest prawie pusto, turyści zapewne szturmują wybrzeże morskie czy plaże nad jeziorami a nie centrum Polski.   

     
     Po tym krótkim przerywniku jedziemy dalej do Puław, Dęblina i Kozienic, aby poprzez Górę Kalwarię parę minut przed 22-gą dotrzeć do Józefowa.

   

>zapraszam do obejrzenia zdjęć z wyprawy<

 

Wróciliśmy z mieszanymi uczuciami i trudno uznać, że „pełni wrażeń”.
Wyprawa, do której tak długo się szykowaliśmy okazała się, bowiem nieco chybiona, delikatnie to określając. Na szczęście udało nam się zobaczyć nieco ciekawej historii i ciekawych miejsc a w okolice położone pomiędzy Kielcami a Sandomierzem napewno jeszcze powrócimy, bo jest tam wiele zabytków do zwiedzania.
Tym razem na liczniku naszej Suzi przybyło 597 km

 


Pozdrawiam,
Piotr M. (M-T 050)