|
Białoruś w naszych mediach postrzegana jest jako kraj, z którego
można wrócić w metalowym futerale, lub w najlepszym przypadku po 10
dniowej odsiadce zostać deportowanym do naszej granicy. Postanowiłem
sprawdzić ile jest prawdy w tej naszej prawicowo -
nacjonalistycznej, rodem z Radia Maryja propagandzie.

W środę 14.06 spakowałem
manatki i około 17 wyruszyłem w trasę -do Warszawy dotarłem o godz.
21. U znajomego miałem wątpliwa przyjemność obejrzenia meczu pt.
Niemcy- Boruc. W czwartek ruszyłem w kierunku Terespola, na granicy
zameldowałem się w samo południe. Odprawa paszportowa i celna po
białoruskiej stronie, to niezły cyrk.
Po dwóch godzinach biegania miedzy kilkoma budkami i załatwieniu
kilku " kwitancji",
- szlaban poszedł w gore!

Odcinek Brześć – Mińsk (390 km), to autostrada z prawdziwego
zdarzenia,
jakość nawierzchni więcej niż przyzwoita, do tego ruch jak w Polsce
13 grudnia 1981 r.

Dwa dni spędziłem u
serdecznego przyjaciela Białorusina w małej, super położonej wiosce
nad jeziorem. Wątroba i to wytrzymała... Przy okazji powłóczyłem się
po miejscowych sklepikach i tutaj również miłe zaskoczenie. Trochę
wszystko siermiężne i trącące duchem minionej epoki, ale na deficyt
towarów narzekać nie można.
Wracałem prowincjonalnymi
drogami przez Soligorsk, Pinsk, oraz Brześć.

Zero kolein, szerokie
pobocza, no i bardzo małe natężenie ruchu.
Odnośnie trasy Terespol - Katowice, to mogę dziękować opatrzności,
że żyje.
> zapraszam do obejrzenia galerii zdjęć z moich podróży w sezonie
2006 <
|