|
III Edycja
Rankingów : |
Moto-Turysta Roku 2006 * Krążownik Szos 2006
* 01.04.2006 - 01.10.2006 |
|

|
RELACJA Z MOTOCYKLOWEJ WYPRAWY
nr 021 / 2006 / TURYSTYCZNE WOJAŻE |
|
|
|
|
|
Tytuł
wyprawy :
ISLE OF WIGHT
Uczestnik wyprawy / Kierowca :
Marcin z Londynu (M-T 082)
Uczestnik wyprawy / Pasażer :
Sabina
Krążownik Szos : Honda STX 1300 Pan European
Ilość przejechanych kilometrów :
500 km
|
|
DATA
WYPRAWY :
data rozpoczęcia : 28.05.2006
data rozpoczęcia : 29.05.2006
data nadesłania relacji : 01.06.2006 |
OPIS TRASY
WYPRAWY :
Londyn /miejsce zamieszkania/
ISLE OF WIGHT
-wyspa
/punkt docelowy wyprawy/
Londyn /miejsce
zamieszkania/
|
|
PRZYZNANE
PUNKTY :
Moto-Turysta 2006 : 800 pkt (300 + 500)
Krążownik Szos 2006 : 500 km |
|
|

Lokalizacja punktu docelowego wyprawy
Przed nami
trzy wolne dni od pracy!
Zaplanowana od dawna wycieczka do LAKE DISTRICT zbliża się wielkimi
krokami.
Umówieni jesteśmy (jak zwykle), z paczką znajomych o 5 -tej rano w
sobotę
pod knajpą ACE CAFE. Na miejsce przyjeżdżają 2 motory (nieważne) -
normalka,
zawsze występują niejasności typu jeden nie ma urlopu, drugi
pieniędzy, a trzeciego i piątego boli ucho, albo oko - itd...
|
|

fotografia dokumentująca odbycie
wyprawy |
|
|
Pogoda kiepska, ale mimo wszystko startujemy! Wypadamy na autostradę
M1, jest coraz gorzej: mgła, deszcz, mżawka, wszystko co można sobie
wyobrazić. Na horyzoncie pojawiła się stacja BP i postanawiamy
zrobić tam postój na naradę. Jednomyślnie stwierdzamy, że dalsza
podroż mija się z celem. Dla sprawdzenia własnych przeczuć dzwonimy
do stacji meteo, gdzie sprowadzono nas szybko na ziemię -
WRACAMY !!!
Celem podroży miały być liczne wspinaczki - trudno, może innym
razem...
Herbata i cieplutki klimacik w domu nie dały nam
spokoju. Czym prędzej sprawdziliśmy warunki atmosferyczne w całej
Anglii -
OK !!!
Na południu ma nie padać. Pąkując się jednocześnie dzwonimy do
reszty, tym razem uzbierało się siedem osób - nieźle. Rekreacyjnie i
w wolnym tempie poruszaliśmy się po pobliskich wioskach zatrzymując
się na pogaduszki i przekąskę w tradycyjnym angielskim pubie.
O godzinie 19-tej wylądowaliśmy w Portsmouth a tam znaki na
prom, który pływa na
ISLE OF WIGHT - decyzja podjęta -
WSIADAMY !!!
|
|
 |
Z biletami
też nam się udało, gdyż dowiedzieliśmy się że na wyspie są jakieś
zawody, więc po chwili ściemniania kasjerka potraktowała nas jak
widzów i sprzedała zamiast jednego biletu za 35£, siedem za 100£ -
WOW !!!
Kolejny etap to znalezienie noclegu dla siódemki. Godzina 21-sza
wszystko zajęte, 22-ga dalej szukamy, 23.45 odpływa ostatni prom na
ląd - co robić? |
|
Wreszcie
dotarliśmy do pubu na jakimś "zadupiu", a w nim na piętrze marny
pojedynczy pokój - a nas jak tych "siedmiu krasnoludków". Prośby,
błagania, klęczenie na kolanach a wszystko po to, żeby ubłagać
szefowa knajpy o zgodę na przenocowanie nas. Negocjacje ceny
(zapłaciliśmy fortunę za ten syf), ale to wszystko dla dachu nad
głową - nie było wyjścia.
Noc to tak jakby jej nie było, bo szansa na zaśnięcie tylu osób w
pokoju 2 x 2.5 metra graniczyła z cudem. Losowaliśmy miejsca (bo
było tylko jedno łóżko), wynieśliśmy szafę i biurko .
|
 |
|
Lepiej późno
niż w cale, przypomnieliśmy sobie, że motocykle są nie zapięte -
więc chłopcy jak jeden mąż podążyli na dół. Po 15 minutach telefon
od naszych tzw. "tępych strzał", okazało się, że szefowa zamknęła
knajpę i nie mogą dostać się do środka. Wystąpiła panika bo skąd
mieliśmy wiedzieć gdzie jej szukać. Szum i wrzawa sprawiły, że
szefowa nas usłyszała. Wpadła z rozwianymi włosami i dostaliśmy
niezłą "zjebę" : że późno, że za głośno i pijemy piwo zakupione poza
terenem baru. Trzasnęła drzwiami grożąc, że jak się nie uspokoimy to
nas wywali. Pół godziny później nasz kolega wspinał się po oknach do
pokoju, bo w momencie kiedy baba zamykała drzwi, on jeszcze
zabezpieczał swój kochany motocykl.
Noc była ciężka i długa !!!
Nazajutrz
niewyspani wyruszyliśmy zwiedzać wyspę a na niej powitały nas piękne
klify, skarpy, urwiska, plaże. Cudowne widoki podziwialiśmy z
kolejki linowej i ze statku podczas
wycieczki po zatoce THE NEEDLES.


Piękne
kilkuwieczne kościoły, cmentarze, pełno młynów, wiatraków o
specyficznym wyglądzie, oraz przyciągające każdego wzrok domki
pokryte strzechą - jednym słowem było ciekawie i wesoło. Do tego
wszystkiego należy jeszcze dodać coś dla ciała -było
przepyszne jedzenie i dobre lokalne piwo. Pogoda w rezultacie się
udała, co pomogło poprawić humory wszystkich uczestnikowi po
nieudanym starcie do LAKE DISTRICT. Wyspa warta zwiedzenia !!!
PS.
Aha - podczas
wyprawy łodzią wzburzone morze i wysokie fale zmoczyły nam ubrania.
Zmuszeni byliśmy więc założyć kaski na głowy wyglądając jak banda
idiotów, poświęcając tym samym wysłuchanie wspanialej historii
przewodnika o dziejach wyspy.
|
|
Pozdrawiamy,
Sabina & Marcin (M-T 082)
|
|
|
|