III Edycja Rankingów :

Moto-Turysta Roku 2006  *   Krążownik Szos 2006  * 01.04.2006 - 01.10.2006

 
   
 

RELACJA Z MOTOCYKLOWEJ WYPRAWY
nr 020 / 2006 / TURYSTYCZNE WOJAŻE

   


Tytuł wyprawy  :
Bieszczadzka przygoda...

Uczestnik wyprawy / Kierowca  : 
Bogdan z Pszowa (M-T 096)

Uczestnik wyprawy / Pasażer  : 
Lucyna
Krążownik Szos : 
Honda GL 1500
Ilość przejechanych kilometrów : 
1060 km

 

DATA  WYPRAWY :
data rozpoczęcia : 25.05.2006
data zakończenia : 28.05.2006
data nadesłania relacji : 30.05.2006


OPIS TRASY WYPRAWY :

Pszów /miejsce zamieszkania/

Polańczyk /punkt docelowy wyprawy/

Pszów
/miejsce zamieszkania/
 

PRZYZNANE  PUNKTY :
Moto-Turysta 2006 : 1360 pt. (300 + 1060)
Krążownik Szos 2006 : 1060 km


Czołem wszystkim "twardym" motocyklistom.
 



fotografia dokumentująca odbycie wyprawy

 

      Na czas pielgrzymki papieskiej zaplanowałem tournee po Bieszczadach (tzn. nie wiem czy On zaplanował wcześniej, czy też ja planując wyprawę w lutym!).
Tak, więc nie bacząc na prognozy pogody - a te były jak wiadomo nie były przesiąknięte optymizmem, ruszyłem wraz z moją nieustraszoną towarzyszką na podbój najdzikszego, polskiego rejonu.
     W czwartek, po przejechaniu (na złość prognozom) w słońcu 330 km, dotarliśmy do Rzeszowa do domu Tomka i Eli, korzystając z ich zaproszenia. Zostaliśmy bardzo ciepło przyjęci, syto nakarmieni i uraczeni przepyszną kawą. No, ale cóż zew natury wzywał i ruszyliśmy w dalszą drogę…

Następne 100 km i znów brak deszczu (czyżby nieomylni meteorologowie tym razem się pomylili?). Tak na suchych kołach dotarliśmy do celu naszej podróży - Polańczyka. W nocy jednak trochę pokropiło, lecz rano się przejaśniło i po suchym asfalcie ruszamy na wielką pętle bieszczadzką.
    Za radą Tomka z Rzeszowa trafiamy do małej miejscowości Muczne, zdałoby się na końcu świata -dalsza podróż może się odbywać na własną odpowiedzialność !

W miejscowości tej, jest gospoda nosząca nazwę "Wilcza Jama", gdzie w/g Lucyny serwują najlepszego grzańca na całym Świecie. Jednak ja polecam ten przepięknie wystrojony przybytek z miłą i szybką obsługą ze względu na jadło! Tak przyrządzonej pieczeni z dzika ze suszonymi śliwkami w żurawinie na czerwonym winie jeszcze nie jadłem! Palce miałem wylizane aż po nadgarstek!

  
  Po napełnieniu brzuszków po brzeżki ruszyliśmy w dalszą drogę.I tu góry, w których szybko przecież pogoda potrafi się zmienić. Tym razem postanowiła ona pomóc trochę Jarkowi Kretowi, który ciągle ten deszcz zwiastował -wjechaliśmy w taką chmurę, w której ktoś, co chwilę światełka zapalał. Schowaliśmy się, więc na przystanku PKS i zaczęliśmy się z wolna przystrajać w stroje adekwatne do aury.

Nie było to łatwe ze względu na dzika, który jeszcze niedawno na talerzu a teraz w moim brzuchu się gościł. Gdy już wszystko było na swoim miejscu okazało się, że ta wielka czarna rzecz z tymi wszystkimi swoimi światełkami
nad naszymi głowami powędrowała sobie hen gdzieś nad Ukrainę i znów trzeba się było rozbierać.
    Piątek zakończyliśmy w knajpce na wyspie, na którą dostaliśmy się promem. Nie można się tam było zasiedzieć, gdyż prom kursuje tylko do 22-giej.

    Sobotni ranek przywitał nas deszczem. Korzystając z chwili można było popatrzeć gdzie się modli następca Największego Człowieka naszych czasów, ale już ok.10-tej ruszyliśmy na zaporę Solińską i małą pętle bieszczadzką. Bez żadnych utrudnień "z góry", po krótkim postoju
w Ustrzykach Dolnych wróciliśmy do Polańczyka. Wieczorem przy wspaniałej pogodzie spacerowaliśmy brzegiem Jeziora Solińskiego podziwiając z wolna tańczące żaglówki po równej jak stój tafli wody.


     W niedziele powrót do domu, w okolicy Leska ok.15 km kapuśniaczka, dalej pogodnie, lecz wietrznie i jeszcze w okolicy Żywca ok.4 km dosyć silnego deszczu. Ostatnie 70 km słońce przeszkadzało w jeździe, jako że pora już była słuszna i słoneczko było niskawo. Jeszcze raz okazało się, że nie taki diabeł straszny jak go malują i nie do końca należy wierzyć synoptykom... a może po prostu mieliśmy szczęście?

Wycieczka wspaniała, piękno dzikiej, bieszczadzkiej przyrody nie do opisania. Tam się czuje odległość od cywilizacji, można przejechać 20 km i nie spotkać jednego pojazdu na drodze – niebywałe...

 

kliknij tutaj > GALERIA < kliknij tutaj


 


Pozdrawiam ciepło,
Bogdan (M-T 096)