RELACJA Z MOTOCYKLOWEJ WYPRAWY 

nr 006/2004 / TURYSTYCZNE WOJAŻE

Tytuł wyprawy :
SUCHACZ, FROMBORK  i OKOLICE

Uczestnik wyprawy : 
Janusz  - Turysta nr 004

Krążownik Szos : 
Honda Pan European ST 1100   - Krążownik nr 004

Ilość przejechanych kilometrów : 
350 km


Nad Zalewem Wiślanym ...
/zdjęcie dokumentujące fakt odbycia wyprawy/

DATA WYPRAWY
29.05.2004
(rozpoczęcie wyprawy) 
30.05.2004
(zakończenie wyprawy) 
09
.06.2004 (data nadesłania relacji) 

PRZYZNANE PUNKTY 
Moto - Turysta 2004 : 650 pkt  (300 + 350)
Krążownik Szos 2004 : 350 km

OPIS TRASY WYPRAWY
Olsztyn
(miejsce zamieszkania) 
Suchacz, Frombork (punkt docelowy wyprawy)
Suchacz -udział w festynie promującym miejscowość
Olsztyn  (miejsce zamieszkania)

Suchacz to niewielka miejscowość nad Zalewem Wiślanym. Znajomi którzy tam mieszkają 
zorganizowali festyn, którego celem była promocja Suchacza jako miejscowości wypoczynkowej.
Były różne atrakcje...  Stoiska z różnymi wyrobami, grill, muzyka, skoczkowie spadochronowi, 
którzy wyskakując  z samolotu lądowali na głównej ulicy Suchacza. 
Jedną z atrakcji miał być również udział grupy motocyklistów...

Tak więc w sobotę spotkałem się z paroma
 przyjaciółmi w umówionym miejscu w Olsztynie 
i po krótkiej „odprawie” ruszyliśmy w drogę. Pogoda tego dnia zapowiadała się bardzo 
piękna i słoneczna. Trasę do Suchacza
 pokonaliśmy bez problemów, z jednym 
zaledwie postojem „na kawę”.

Po przyjeździe okazało się, że jest jeszcze wcześnie 
i impreza nie nabrała „rozpędu”. Postawiliśmy motocykle 
w wyznaczonym miejscu. Jak to bywa przy takich okazjach
 zaraz znaleźli się chętni do robienia zdjęć i krótkich
 przejażdżek na motocyklach. Po pewnym czasie, 
gdy pierwsze emocje opadły (wywołane przybyciem
 „strasznych” motocyklistów) postanowiliśmy się 
trochę „urwać”. Pojechaliśmy do Tolkmicka a potem 
do Fromborka gdzie oczywiście nie omieszkaliśmy 
zwiedzić zamku. Kilka obowiązkowych fotek i..... 
wracamy do Suchacza.




Na miejscu okazało się, że impreza rozkręciła się już „na całego”. Motocykle odstawiliśmy w bezpieczne 
miejsce  i teraz dopiero mogliśmy rozpocząć „regularny” udział w imprezie ...  Niestety, nie bardzo  
pamiętam o której godzinie ułożyłem swój wymęczony organizm na spoczynek, ale już świtało - he, he ...
Przed południem, kto tylko chciał mógł połowić sobie rybki, poopalać się, pospacerować nad zalewem, po plaży 
lub zwyczajnie odespać trudy dnia poprzedniego...
Po południu ruszyliśmy w drogę powrotną, która przebiegła bez „niespodzianek”.

Podsumowując, wyprawę mogę zaliczyć do bardzo udanych, zwłaszcza, że pogoda i nastroje dopisały.

Pozdrawiam,

Janusz (004)
janusz_moto@wp.pl
www.mototur.maxi.pl


>> ZAPRASZAM  DO  GALERII  Z  WYPRAWY<<