RELACJA Z MOTOCYKLOWEJ WYPRAWY 

nr 003/2004 / TURYSTYCZNE WOJAŻE


To ja w jednej z jaskiń zwanych "PEKELNE DOLY"
 / zdjęcie dokumentujące fakt odbycia wyprawy /

Tytuł wyprawy :
JEDZIEMY  DO  PRAGI ...

Uczestnik wyprawy : 
Piotr (Turysta nr 050)

Krążownik Szos : 
Yamaha Wild Star (Krążownik nr 051)

Ilość przejechanych kilometrów : 
1 803 km
Data nadesłania relacji :  
14.05.2004

Data wyprawy :
30.04.2004 (rozpoczęcie) 
03.05.2004 (zakończenie)

Przyznane punkty : 
2 103 pkt  (Moto - Turysta 2004)
1 803 km 
(Krążownik Szos 2004)

Opis trasy :
Warszawa (miejsce zamieszkania) 
Częstochowa, Opole, Niemodlin, Nysa, Otmuchowo, Kłodzko, Hradec Kralove, Kutna Hore, Jilove u Prahy, Kam. Privoz
Praga (punkt docelowy wyprawy)
zakwaterowanie "Hotel Tronicek" (25 km od Pragi)
Warszawa (miejsce zamieszkania)

: : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : 
: : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : : 
: : : 

    W czasie zimy koledzy rzucili hasło wspólnego wyjazdu do Pragi. Termin planowany był na majowy weekend 
i muszę powiedzieć, że ta propozycja bardzo mnie zainteresowała. Im bliżej wyjazdu tym bardziej interesowała mnie prognoza pogody. Z początku zapowiedzi synoptyków były raczej mało interesujące: miało padać, być chłodno 
a nawet burzowo. Na szczęście ostatnie przedwyjazdowe prognozy były już zdecydowanie lepsze 
i choć przewidywano deszcze to miały być to opady, co najwyżej przelotne a temperatura miała oscylować zdecydowanie powyżej 10-ciu stopni a nawet w okolicach 20ºC.

Powoli krystalizował się też skład ekipy, wiadomo było gdzie i za ile będziemy nocować oraz ustalony został program wyjazdu. Ostatecznie wyjechało 7 motocykli a ósmy dojechał do wszystkich już w sobotę. Animatorem eskapady był Irek, który pomieszkuje zarówno w Czechach jak i w Polsce i ma kontakty z praskim chapterem SCRC, 
a więc klubem motocyklowym, z którego członkami spotkaliśmy się w sobotę.
Jeżeli chodzi o skład personalny to było nas 14 osób podróżujących na różnych motocyklach - począwszy od Hondy CBR 1100 XX,Hondy F6C a skonczywszy na Hondzie VTX i Moim Wild Starze.

Termin wspólnego wyjazdu z Warszawy został ustalony na poranne piątkowe godziny a dokładnie na godz. 09:00. Niestety mojej Pani, czyli Eli, nie udało się dostać wolnego dnia w pracy i mogliśmy rozpocząć wyjazd dopiero po południu.
Ostatecznie wyruszamy z okolic Hali Mirowskiej o 14:00 i w godzinę dojeżdżamy do Polichna, gdzie zatrzymujemy się na obiad. Jeść dają tam smacznie (nowy zespół hotelowy o nazwie Hotel Górski), choć ceny do najniższych nie należą. W trakcie jedzenia dzwoni do nas Irek informując nas, że cała ekipa zatrzymała się również na posiłek tyle tylko, że w Otmuchowie. Po wyjściu jeszcze chwila odpoczynku i obserwujemy przejazd około 200-250 radiowozów policyjnych wracających ze stolicy prawdopodobnie na Śląsk a biorących udział w zabezpieczaniu szczytu gospodarczego. Wyjeżdżamy z Polichna i po kilkunastu kilometrach doganiamy konwój, którego niestety nie można wyprzedzić. Na szczęście radiowozy jadą z prędkością ok. 110 km/h i z taką towarzyszymy im przez kolejne kilometry. Przed Częstochową zjeżdżamy, aby zatankować i rozprostować nogi. Konwoju już nie doganiamy, ale trafiamy na niezły korek pod pierwszymi światłami w Częstochowie, przez który udaje się nam w miarę sprawnie przecisnąć i skręcić w prawo na Opole. Na ulicach miasta ruch panuje niewielki, co pozwala nam sprawnie znaleźć się na trasie, która niestety do najlepszych nie należy. Pełno na niej wybojów i głębokich kolein i tak jest praktycznie aż do Opola, które na szczęście omijamy jadąc obwodnicą. Kilka kilometrów za tym miastem zatrzymujemy się na kawę i herbatę w bardzo przyjemnym zajeździe a jego właścicielka okazuje się fanką motocykli. Przez kilkanaście minut rozmawiamy na tematy dotyczące dwóch kółek, ale ponieważ czas trochę nas goni, żegnamy się i wyruszamy dalej. Przez Niemodlin i Nysę docieramy do Otmuchowa i Kłodzka gdzie zjeżdżając z obwodnicy trafiamy na poważny wypadek samochodowy.

     Powoli zaczyna się ściemniać i po zapadnięciu ciemności zatrzymujemy się, aby założyć deszczówki, bo niestety po zachodzie słońca nieco się ochłodziło. Początkowo mieliśmy zamiar nocować gdzieś w okolicy Kudowy, ale ponieważ jechało nam się znośnie a i zmęczenie zbytnio nie doskwierało zapadła decyzja, aby dojechać do Pragi jednym ciągiem. Przed granicą tankujemy jeszcze motocykl a do przejścia granicznego docieramy ok. 21:30. Ponieważ nie panuje na nim tłok granicę przekraczamy błyskawicznie i już po czeskiej stronie kontynuujemy jazdę. Jedziemy przez Hradec Kralove i Kutną Hore, a więc bocznymi drogami. O tej porze, jak to u czechów, na drogach jest praktycznie pusto a więc poruszamy się bez większych przeszkód. Kłopoty zaczynają się w okolicach Pragi, gdzie nie możemy się doczekać drogowskazu, na Jesenice. Zatrzymujemy się na chwilę, aby rzucić okiem na mapę, i okazuje się, że już niedługo powinniśmy trafić na tę drogę. I rzeczywiście jest drogowskaz, odbijamy w lewo a nam spada kamień z serca. Później idzie już łatwo: Jilove u Prahy a dalej Kam.Privoz. Drogi, którymi jedziemy, to wąskie dróżki i nie zawsze najwyższej jakości. W końcu na lewym łuku widzimy wąziutki zjazd w prawo a na betonowym murku tabliczkę z napisem „Hotel Tronicek – 500m” ( http://www.hoteltronicek.cz ). Uff, za chwilę będziemy na miejscu a jest 00:30, czyli że podróż zabrała nam 10,5 godz.( reszta ekipy spędziła w trasie ok. 12 godz.) Zajeżdżamy na parking hotelowy, widzimy stojące pod ścianą motocykle, a nasze światła padają na okna, w których pojawiają się wyglądający ludzie a za chwilę na parking wychodzi Irek i męska część ekipy (żeńska już spała). Witamy się serdecznie, rozpakowujemy motocykl i nasze rzeczy wędrują do pokoju. Udaje się nam zjeść coś na ciepło, i koło 2:00 trafiamy wreszcie do łóżek. Przez całą drogę ani kropli deszczu a temperatura też była w sam raz na taką jazdę.

    Niestety, ale nie dają nam pospać, bo śniadanie zostało zarządzone na godz. 8:15-8:30. Chcąc nie chcąc wstajemy ok. 7:30, krótki rzut oka przez okno, za którym świeci słońce 
i udajemy się do stołówki gdzie spotykamy resztę osób. Przywitanie z tymi, z którymi wczoraj się nie spotkaliśmy, wspólny posiłek i zbieramy się do wyjazdu. Jedziemy do Pragi gdzie na jednej ze stacji benzynowych jesteśmy umówieni z Cruiserami (
http://www.cruisers.cz ). Docieramy tam ok. 10:30 i zastajemy ekipę składającą się z ok. 40-stu paru motocykli. Są to różne motocykle, nie brakuje też Yamah. 
Po przywitaniu, dostajemy informację, że zaraz wyruszamy, że będziemy poruszać się w szyku i że kierujący całą grupą ma łączność radiową z zamykającym całą stawkę motocyklem. Powoli wyruszamy na praskie ulice i udajemy się na północ Czech. Zajmujemy cały pas jezdni i podróżujemy z prędkością ok. 80-100 km/h. Na wszelkich wyjazdach na drogi z pierwszeństwem bądź na skrętach ruch jest blokowany w ten sposób, że cały peleton bez zatrzymań kontynuuje jazdę. Powoli nawijamy kolejne kilometry aż w pewnym momencie całość zatrzymuje się na poboczu drogi w małym miasteczku o nazwie Mělnik. 

     Po chwili okazuje się, że przed nami kilkanaście kilometrów drogi ( ok. 20), na którą to przyjeżdżają czescy motocykliści, aby pohulać po zakrętach, których na tym odcinku nie brakuje a ruch samochodowy zbyt duży nie jest. Każdy będzie jechał tak jak chce a na końcu spotykamy się na stacji benzynowej ulokowanej na sporym wzniesieniu w miejscowości Dubá. Powoli odjeżdżają kolejne motocykle, również i ja. Ponieważ Wild Star nie należy do motocykli, których mocną stroną jest jazda po „winkielkach” podróżujemy niezbyt szybko, choć cały czas z prędkością 
ok. 100-120 km/h a na bardzo ostrych zakrętach nasza prędkość zdecydowanie spada. Obok nas przelatują kolejne maszyny, szczególnie te obudowane plastikiem. Wiele z nich to motocykle nie z naszej grupy. Po przyjeździe na stację benzynową chwilę oczekujemy na zbiórkę wszystkich cruiserów. Żywo komentujemy przejechany odcinek drogi i muszę powiedzieć, że nasze opinie są zgodne
– było super i szkoda, że w pobliżu naszej stolicy brakuje takich dróg.

   Króciutki postój i wyruszamy dalej, a to dalej oznacza krótki odcinek, który kończymy na „auto grilu” 
w miejscowości Česka Lipa. Czeka nas dłuższa przerwa a to ze względu, że wiele stolików jest już zajętych 
a większość gości stanowią motocykliści. W trakcie oczekiwania na posiłek dzielimy się wrażeniami i obserwujemy pobliską drogę, którą cały czas przemykają motocykle, a kilku naszych decyduje się na krótkie jazdy. W końcu udaje nam się zjeść słynne czeskie knedliki z gulaszem i zbieramy się, aby odbyć kolejny odcinek wspólnej wyprawy. 
Krajobraz jest bardzo ciekawy, nie brakuje wzniesień i zakrętów a drogi, którymi się poruszamy na pewno do głównych nie należą a prowadzą przez wioski Zakupy i Kamenice.

   W końcu jedziemy drogą biegnącą dnem doliny a na skrzyżowaniu skręcamy w wąską dróżkę, na której widnieje intrygujący drogowskaz: „Jaskinie”. Jedziemy niezbyt szybko, bo droga jest mocno kręta a w końcu widzimy, że czoło wyprawy zaczyna hamować. Nasze spojrzenia wędrują do góry i widzimy zarówno ludzi jak i motocykle stojące gdzieś na wysokości ok. 3-go piętra nad drogą. Po chwili wszystko się wyjaśnia, skręcamy pod kątem 90° w prawo i podjeżdżamy ostrym podjazdem. A na górze pełne zaskoczenie: masa ludzi siedzących przy stolikach i zaparkowane motocykle. Czoło naszej wyprawy znika wjeżdżając do wnętrza jaskini mieszczącej się po lewej stronie. Przez chwilę jesteśmy zaskoczeni tym widokiem i zastanawiamy czy i nasze motocykle tam się zmieszczą. Wjeżdżamy i my a naszym oczom ukazuje się fantastyczny widok...


Powiem krótko: czegoś takiego jeszcze nie widziałem. 
Jeżeli ktoś wybiera się do Czech i może tam wpaść 
– to naprawdę warto. Więcej informacji a także zdjęcia znajdziecie na stronie:
http://www.pekelnedoly.cz 



Ogromne wnętrza poprzedzielane ścianami skalnymi i masa zaparkowanych motocykli. Nie podejmuję się ocenić jak dużo może się ich tam pomieścić, ale wydaje mi się, że ok. 100-150 wejdzie bez problemu. W środku sporo stolików i siedzących gości a także dwa bary, do których ustawia się kolejka chętnych. Parkujemy swoje wehikuły i udajemy się na zwiedzanie jaskini. W końcu zaklepujemy sobie miejsca na zewnątrz i zaczynamy dzielić wrażeniami. Ja na razie nie mogę usiedzieć na miejscu i cały czas łażę po jaskini. Jest naprawdę, co oglądać: różne motocykle (niektóre nieźle przerobione) i ciekawi ludzie. Cały czas ruch jest spory – jedni przyjeżdżają a inni wyjeżdżają, co chwila słychać ryk silników. Pod górę podjeżdża trajka kierowana przez kobietę, Yamaha Warrior, którą powozi też amazonka. 

W końcu szczęka nam opada: pojawia się Yamaha Virago 535, która ciągnie przyczepę, w której podróżuje pies !!!!  Co ciekawe panuje spokój, nikt nikogo nie zaczepia, brakuje osobników po których widać by było przedawkowanie złocistego napoju ( i innych trunków też) !!!

      Nasi czescy koledzy zbierają się powoli, będą jechać, aby spotkać się z kolejnymi członkami klubu. Nadchodzi czas pożegnań i zaproszenia ich do polski.
I my powoli zbieramy się do drogi tym bardziej, że jedzie do nas Jędrzej, z którym jesteśmy umówieni na stacji benzynowej. Krótki przejazd na umówione miejsce i na stację zajeżdża, Honda VTX, a więc jesteśmy komplecie i możemy udać się w dalszą podróż. Jedziemy przez malowniczą okolicę, po drodze nie brakuje winkielków, pogoda - choć na horyzoncie zbierają się chmury - jest ok. Żyć nie umierać ! No może jeszcze coś zjeść. Zajeżdżamy, więc do lokalnej knajpki i zabieramy się do studiowania karty. Po konsultacjach z kelnerem każdy znajduje coś dla siebie i po chwili na stołach pojawia się smacznie wyglądające jedzenie. Uczta powoli dobiega końca a my biegniemy do motocykli po nasze kaski 
– zaczyna padać deszcz. Wzbudzamy nieco (przychylnego) śmiechu pozostałych gości ubierając się jak na komendę w deszczówki i wyruszamy na ostatni etap dzisiejszej jazdy 
– powrót do hotelu. Na miejsce docieramy ok. 20:00 i zasiadamy do stołu dzieląc się wrażeniami z wypadu.  
Na kolejny dzień, jakim jest niedziela, mamy zaplanowany wyjazd do Pragi i zwiedzanie starówki ...

     Ponieważ poranna zbiórka nieco się przeciąga, jedni jadą do Pragi, zgodnie z planem pociągiem, inni zamawiają dwie taksówki a ja i jeszcze trzy osoby wybieramy się do stolicy Czech na motocyklach. Umawiamy się na placu Wacława i tam też się spotykamy. Zostawiamy tam też nasze motocykle i w dalszą drogę udajemy się już pieszo. Praska starówka jest prześliczna a żeby ją całą zwiedzić jeden dzień to stanowczo za mało. Ale my czasu więcej nie mamy, więc czeka nas ostre maszerowanie, aby zobaczyć najważniejsze rzeczy. Nie będę ukrywał, że nogi weszły mi w tyłek! Udało nam się zwiedzić najważniejsze miejsca i poprzez most Karola dotarliśmy również na Hradczany. Wielu turystów odwiedza to miasto a język czeski miesza się z polskim, włoskim, hiszpańskim, angielskim i niemieckim. Jak na tę porę roku sporo ludzi przelewało się przez ulice starówki.  Już po powrocie, w hotelu dzielimy się wrażeniami i zastanawiamy jak przebiegnie jutrzejszy powrót do domu. W końcu docieramy do łóżek i szybko zasypiamy zmęczeni po całym dniu chodzenia po Pradze.

   Rano wyglądam przez okno i nie wygląda to za ciekawie-zachmurzenie prawie pełne. Ponieważ do pobudki jeszcze godzina, kładę się spać a po godzinie widzę, że niebo nieco się przetarło. Wygląda na to, że będziemy wracać przy niezłej pogodzie. Pora, więc zjeść śniadanie, które już czeka na stole, opłacić nasz pobyt w hotelu i zacząć się pakować. Ponieważ zabraliśmy ze sobą niewiele rzeczy idzie nam sprawnie i po kilkunastu minutach schodzimy na dół. Powoli zbierają się pozostali i już przygotowani do drogi wyruszamy do Pragi gdzie odwiedzamy jednego z dealerów Yamahy. Salon mieści się w dwupiętrowym budynku: na parterze mamy motocykle a na piętrze quady i skutery śnieżne oraz duży dział z akcesoriami (między innymi Highway Hawk’a i oryginalnymi Yamahowskimi), ubraniami, kaskami itp. itd. Niestety, ale ceny są mało przystępne, więc nie wpadamy w szał zakupów. 
Po około 40-tu minutach opuszczamy Pragę i jedziemy dalej w kierunku miejscowości Brandys. Tu kolejny ok. 40-to minutowy postój i ok. 12:00-12:30 pora, aby wyruszyć w drogę powrotną. Wracamy podobną trasą do tej, którą przyjechaliśmy a więc kierujemy się w stronę, Hradec Kralowe. Niestety, ale po drodze dopada nas deszcz, zatrzymujemy się, więc na stacji benzynowej i ubieramy deszczówki. Decydujemy się też na ok. 20 minutowy postój 
a w tym czasie przestaje padać. Wobec powyższego wyruszamy dalej i był to jedyny deszcz, jaki nas spotkał w drodze powrotnej. Droga przebiega bez większych utrudnień a podróżujemy z prędkościami około 110-130 km/h. Całkiem sprawnie docieramy do granicy, którą przekraczamy bez większych problemów. Krótki postój, podczas którego pozbywamy się deszczówek i jazda dalej. Ruch robi się nieco większy, zbliża się powoli pora powrotów z majowego weekendu. Nadal jednak utrzymujemy prędkość ok. 130 km/h, choć na tym odcinku drogi (pomiędzy Kudową a Opolem) jest trochę wzniesień i sporo zakrętów. Oczywiście, jak to w Polsce parę razy kierowcy samochodów zajeżdżają nam drogę, co zmusza nas do ostrego awaryjnego hamowania. Na szczęście poza przypływem adrenaliny nic poważniejszego się nie dzieje. Mijamy Opole i zaczynamy szukać jakiegoś miejsca gdzie można by coś zjeść. Żegnamy też Tomka, który decyduje się jechać do Łodzi drogą przez Kluczbork i Sieradz. Pozostała ekipa jedzie dalej i po paru kilometrach znajdujemy zajazd „Góralski” gdzie b. smacznie jemy. 
Ok. 19:00 wyruszmy dalej i poprzez Częstochowę wyskakujemy na trasę katowicką. Ok. 40 km później krótki postój na stacji gdzie ostatni raz tankujemy i ubieramy się cieplej. I już ostatni skok ok. 180 kilometrowy w sporym ruchu, ale bez większych sensacji. Stajemy w Jankach, aby się pożegnać i podziękować sobie za wspólną jazdę. Motor odstawiam ok. 23:00 a później już samochodem do domu i spać.

 

Był to bardzo udany i ciekawy wyjazd, podczas którego zebrała się niezła ekipa i jak myślę 
spędziliśmy wspólnie ciekawie czas podróżując na naszych motocyklach.
Poznaliśmy ludzi z podobnymi jak i nasze zainteresowania a reprezentującymi jeden z czeskich klubów. 
Udało nam się zobaczyć ciekawe miejsca gdzie nasi południowi sąsiedzi spędzają czas na motocyklach. 
Mam też nadzieję, że z kolegami z Czech uda nam się jeszcze nie raz spotkać tym bardziej, 
że dzieli nas tak niewielka odległość. W sumie nakręciliśmy ok. 1800 km w całkiem niezłej pogodzie 
i na szczęście bez większych problemów.
***
Polecam wszystkim te trasę, do Pragi nie jest zbyt daleko a 700 km można spokojnie zaliczyć jednym ciągiem.
Hotel http://www.hoteltronicek.cz jest oddalony od czeskiej stolicy o ok. 25km 
a ceny za dobę nie są makabryczne, bo wynoszą  ok. 870 - 900 koron. 
Same pokoje są b. przyjemne, nasz w sumie był apartamentem dwu pokojowym z oddzielną toaletą i łazienką. 
Całość jest położona w dolinie, którą płynie rzeka oddalona od hotelu o ok. 50 metrów.
***
A jak było możecie przekonać się oglądając zdjęcia autorstwa zarówno mojego, Eli oraz Maćka i Marysi.
Chciałbym też podziękować wszystkim uczestnikom tej wycieczki za wspólnie spędzony czas i mam nadzieję, 
że nie był to nasz ostatni wspólny wyjazd ...
Piotr (Moto-Turysta nr 050)

>> ZAPRASZAM DO GALERII Z WYPRAWY <<