RELACJA
Z WYPRAWY MOTOCYKLOWEJ
nr WZÓR/2004
Uczestnik wyprawy : Jacek (Bielsko-Biała)
- Turysta nr 019

Krążownik Szos : Honda XL1000V Varadero
- Krążownik nr 019

Ilość przejechanych kilometrów : 608 km

PRZYZNANE PUNKTY :
Moto-Turysta 2004 : + 908pkt (300+608)
Krążownik Szos 2004 : + 608km
Data rozpoczęcia wyprawy : 26.07.2003
Data zakończenia wyprawy : 26.07.2003

Opis trasy wyprawy :
Bielsko-Biała

- Korbielów - Namestovo - Liptovsky Mikulas - Poprad - Levoca
Spissky hrad (punkt docelowy wyprawy)
- Slovackij Raj - Brezno - Ruzomberok - Namestovo -
Korbielów
Bielsko-Biała


Fot. dokumentująca wyprawę
"To my na tle ruin Spiskiego Hradu"

   Zapraszam do przeczytania moich wspomnień z wyprawy na Słowację - wyprawa to może zbyt wiele powiedziane - raczej była to mini wyprawa, bowiem trwała tylko jeden dzień.
Jako, że nie dysponuje dużą ilością wolnego czasu (ze względów rodzinnych), oraz zbyt dużą ilością gotówki (z rożnych względów...) - moje wyjazdy ograniczają się najczęściej do jednego dnia. Podczas takiego dnia staram się przejechać jak najdłuższy dystans i zobaczyć jak najwięcej, czyli pogodzić ogień z wodą.
Granica ze Słowacją znajduje się ok. 60 km od mojego domu wiec i tym razem wybrałem ten piękny kraj. Żeby dzień wydłużyć do maksimum wyjechaliśmy już o zabójczej sobotniej godzinie 6:00. Zespól dwuosobowy, czyli ja na Hondzie Varadero i kolega Andrzej na nowiusieńkiej Hondzie Shadow 750 (dopiero po pierwszym przeglądzie). Z Bielska-Białej pojechaliśmy na Żywiec a stamtąd przez senne o tej porze wioski w kierunku przejścia granicznego w Korbielowie. Drogi o tej porze puste, dzień zapowiadał się bardzo gorący i słoneczny.

Czego więcej trzeba! Granica bez problemów, a później już tylko sympatyczne orawskie wsie, ładne widoki i dobra droga. Około godziny ósmej dojechaliśmy do Namestowa i tam nad jeziorkiem Orava zrobiliśmy pierwsze postój na śniadanie i wyprostowanie kości - dobrze jeszcze o tej porze nie rozruszanych. Jedliśmy w towarzystwie polskich wycieczek wysypujących się z autokarów i spoglądających okiem "znawców" na nasze motocykle.
Mój plan zakładał przejazd przez Wysokie Tatry, później przez Lewocza na Spisz i tam koniecznie zamek Spiski Hrad. Następnie Słowacki Raj , Niskie Tatry i z powrotem przez Liptowski Mikulas i Korbielow do domu.
Po śniadaniu wskoczyliśmy na moto i krętymi drogami przez Tvrdosin, Podbiel i Zuberec, skierowaliśmy się na Liptowski Mikulasz. Z Mikulasza przegoniliśmy maszynki drogą na Poprad. W Tatrzańskiej Strbie w lewo na Tatry. W Tatrach trochę zdjęć, leniuchowania na miękkiej murawie i z powrotem na drogę na Poprad. Około 12:00 miasto to ominęliśmy obwodnicą i na pierwszej stacji benzynowej przyszedł czas na zasłużona kawę ( w moim przypadku, bowiem kolega Andrzej uznaje tylko czekoladę, stroni też od piwa i wszelakiego
alkoholu - a fe, tak się nie da żyć!). Kupiliśmy napoje i pijąc stwierdziliśmy, że na tej Słowacji to chyba nie uznają cukru. Gdy dotarliśmy do dna kubków okazało się ze cukier był, ale trzeba było choć trochę zamieszać. Tośmy zamieszali ...

Dalej pognaliśmy do Lewoczy. Kto tam jeszcze nie był gorąco polecam. Wspaniale stare miasto otoczone murami obronnymi. Ładny ryneczek, dużo zabytkowych budowli, choć niektórych w trakcie renowacji i słynna klatka hany, przy której koniecznie musiałem zrobić sobie zdjęcie. Na to miasteczko potrzeba znacznie więcej czasu niż mogliśmy go poświęcić. Może uda się innym razem.
Kolejnym etapem były wspaniale ruiny Spiskiego Hradu, jedne z największych ruin w Europie. Zamczysko wspaniale prezentowało się na wzgórzu oglądane z daleka (co widać na zdjęciu) a w środku robiło niemałe wrażenie. Po opłaceniu wstępu zaczęło się regularne zwiedzanie. Spędziliśmy tam dwie godziny chodząc, oglądając i fotografując wszystko wokoło i co chwile poprawiając opadająca szczękę. Widoki w wierzy zamkowej na rozlegle równiny i miasteczka Spiszu były warte mozolnego wspinania się pod zamkowe wzgórze.
Zmęczeni ale zadowoleni wróciliśmy do motocykli i z ulga przeładowaliśmy bagaże ze swoich pleców.
Około godziny 14:30 pognaliśmy w kierunku Spiskiej Nowej Wsi , gdzie w Billi dokonaliśmy obowiązkowych zakupów. Ja oczywiście musiałem nabyć smoczek dla mojego rocznego synka. Przy okazji całusy dla ciebie Mareczku!
Następnie bardzo krętymi drogami, gdzie zakręt goni zakręt pruliśmy do Słowackiego Raju. Już same kręte drogi pośród lasów były rajem a sam Raj bardzo mnie zachwycił przyroda.
I te przesympatyczne słowackie wsie i miasteczka! Popołudniowa Sielanka. Od Raju zaczęła się strefa Cyganów. Co 300-400 m przy drodze stal Cygan oferując owoce lasu. I tak przez dobre kilkanaście kilometrów. Nie namyślając się wiele przeskoczyliśmy ten odcinek bez postojów, po lewej oglądając Niskie Tatry. Kierowaliśmy się przez Brezno do Podbrezowa, gdzie skręciliśmy w prawo w kierunku Liptowskiego Mikulasa. Tutaj znowu zastaliśmy
niekończące się serpentyny. Na przełęczy krótki postój, bo koledze zachciało się cieplej czekolady :-))). Gnaliśmy dalej przez Liptowski Hradok i Mikulasz w kierunku Ruzomberoka bocznymi drogami mijając po lewej wspaniale skrzące się w świetle zachodzącego słońca wody Liptowskiej Mary. Za Rozomberokiem na jednym z zakrętów jadący przodem Andrzej zagapił się nieco i musiał bardzo mocno hamować, skutkiem czego dosyć mocno zamiotło mu tyłem. Zaraz potem udając, ze nic się nie stało zaczął balansować motocyklem udając, że to były tylko jego wygłupy a nie podbramkowa sytuacja - miałem niezły ubaw. Orawski Podzamok minęliśmy szybko, jak również Tvrdosini Namestowo. Nagle zrobiło się ciemno i chłodno - była już 21:30.

Za Namestowem łyknęliśmy kilka katamaranów i tak na przejściu w Korbielowie byliśmy pierwsi. Ostatnie kilometry jechałem co chwile podnosząc szybkę kasku - senność ogarniała mnie coraz mocniej. Do domów dotarliśmy grubo po 22.30, zmęczeni ale bardzo zadowoleni. Wycieczka bardzo się udała.
Przejechaliśmy dokładnie 608 km, zobaczyliśmy sporo ciekawych miejsc i obiektów, pięknej przyrody i wspaniałych pejzaży. Myślę, że wycieczka ta była kompromisem pomiędzy liczbą przejechanych kilometrów, zawiedzonych miejsc i widoków. Radość z jazdy była ogromna. W ubiegłym roku odbyłem jeszcze podobnych wyjazdów cztery i z czystym sumieniem polecam penetrowanie spokojnej i pięknej Słowacji wszystkim Moto - Turystom.

Pozdrawiam i do zobaczenia na trasie.
Jacek Pytel

Bielsko-Biała
Jedynie słuszna Honda Varadero